Paweł Jędral

Wojna z mediami. Rok protestów w Gruzji

Komentarz

fot. Shutterstock.

28 listopada minął oficjalnie rok stałych, nieprzerwanych protestów na gruzińskiej alei Rustawelego – ulicy w sercu Tblisi, na której znajdują się Parlament czy Muzeum Narodowe. Sprzeciw przeciwko Gruzińskiemu Marzeniu – populistycznej partii rządzącej wspieranej przez oligarchę Bidzinę Iwaniszwillego – mimo represji nie ustaje. Od początku 2025 nasiliły się zarówno formalne (grzywny, aresztowania), jak i nieformalne (pobicia, przemoc internetowa) formy opresji wobec protestujących. Część ataków i kar jest wymierzona w dziennikarzy i media.

Każdego wieczoru, dzień w dzień od ponad roku, setki i tysiące Gruzinów wychodzą na ulicę: protestują w alei Rustawelego, przed siedzibą mediów publicznych, od czasu do czasu także w pobliżu innych instytucji. W pierwszych miesiącach 2025 roku spędziłem ponad dwa tygodnie wśród protestujących i przyglądałem się codzienności demonstracji. Protesty, zorganizowane zazwyczaj w formie marszów lub blokad dróg, przebiegają często w piknikowej atmosferze – wśród gruzińskich i unijnych flag, grzanego wina, jedzenia, piosenek. Z racji swojej powszedniości, protesty regulowane są rozkładem jazdy komunikacji miejskiej i kończą się w okolicach północy.  Jak każde oddolne protesty, szczególnie te cykliczne, gruzińskie demonstracje wytworzyły swoją kulturę, opartą na happeningu i artystycznej prowokacji, języku i kodach oraz ikonicznych postaciach – jak Bordo, rekonstruktor, który przychodzi na protesty w historycznych przebraniach, czy Laszlo Robert Mezes, węgierski dziennikarz opozycyjny, obecny na protestach od ich początku, z nieodłączną odblaskową kamizelką „PRESS”.

Obecne protesty w Gruzji to rezultat narastającego od lat konfliktu między społeczeństwem (a przynajmniej jego głośną częścią) dążącym do integracji z Zachodem a rządem Gruzińskiego Marzenia, który rządzi już czwartą kadencję, ale zmienił orientację z prounijnej na prorosyjską.

Bezpośrednim tłem i przyczyną protestów były wybory parlamentarne z października 2024 roku, wygrane przez Gruzińskie Marzenie i uznane przez znaczną część społeczeństwa, opozycji i organizacji pozarządowych za obarczone poważnymi nieprawidłowościami. Kolejne raporty organizacji monitorujących wybory – jak chociażby raport OSCE/ODIHR zawierały szereg zastrzeżeń dotyczących naruszenia tajności głosowania, przymusu wyborczego, niekonsekwencji proceduralnych, ograniczania dostępu obserwatorom, jednostronnych decyzji przewodniczących komisji wyborczych, częstego odrzucania skarg bez przeprowadzenia śledztwa oraz licznych, wprowadzanych na krótko przed wyborami zmian w regulacjach prawnych Centralnej Komisji Wyborczej. Parlament Europejski określił te wybory jako „ani wolne, ani uczciwe” i wezwał do ich powtórzenia. Europejscy przywódcy zachowują demonstracyjny dystans wobec nowych władz – często nie używając oficjalnych tytułów czy stanowisk niektórych członków rządu lub określając ich „przywódcami Gruzińskiego Marzenia” albo „samozwańczymi przywódcami” .

28 listopada 2024 roku, a więc po niecałym roku od przyznania krajowi statusu kandydata na członka Unii Europejskiej, Irakli Kobakhidze, premier i członek Gruzińskiego Marzenia, ogłosił zawieszenie rozmów o akcesji Gruzji do Unii Europejskiej. Ten moment oznaczał porzucenie planów wejścia do UE i stał się zapalnikiem dla codziennych protestów w Tbilisi (a okazjonalnie również w innych częściach kraju), które nieprzerwanie trwają już oficjalnie rok (nieoficjalnie nieco dłużej), co czyni je jednymi z najdłużej trwających stałych protestów na świecie.

Złość związana z wyborami i zawieszeniem negocjacji nałożyła się na wcześniejszą falę oburzenia związaną z tzw. ustawą o agentach zagranicznych.

Ustawę tę partia rządząca forsowała w 2023 i 2024 roku. W 2024 roku gruziński parlament narzucił organizacjom pozarządowym, mediom i niektórym osobom fizycznym obowiązek zarejestrowania się jako „agent wpływu zagranicznego” - jeśli powyżej dwudziestu procent ich budżetu stanowią środki zagraniczne. Zgodnie z prawem podmioty te muszą ujawniać źródła finansowania, składać roczne deklaracje i oznaczać publikowane materiały jako pochodzące od „agenta zagranicznego”. Oficjalnym celem tego rozwiązania było zwiększenie przejrzystości finansowania, jednak krytycy wskazują, że prawo służy stygmatyzacji NGO i niezależnych mediów oraz ogranicza wolność słowa i stowarzyszania. Nieprzestrzeganie przepisów grozi wysokimi grzywnami, a w niektórych przypadkach nawet więzieniem Ustawa daje państwu szerokie możliwości kontrolowania podmiotów objętych regulacją. Nowe prawo dotknęło wiele z około dwudziestu sześciu tysięcy organizacji pozarządowych w Gruzji - według raportu Banku Rozwoju Azji z 2020 roku finansowanie gruzińskich organizacji społeczeństwa obywatelskiego – w tym oddolnych, małych mediów – w ponad dziewięćdziesięciu procentach pochodziło z zagranicy. Media i organizacje, które korzystają z jak najbardziej oficjalnych i legalnych unijnych czy amerykańskich grantów, podlegają tym regulacjom. Wcześniejsze projekty ustawy, jak i samo jej przyjęcie, wywołały protesty, które przetaczały się przez ulice gruzińskich miast przez ponad rok.

W 2025 protestujący otrzymali kolejne powody do sprzeciwu – w postaci masowych aresztowań i grzywien nałożonych na tysiące osób, aresztowania liderów opozycji i protestujących czy wzbudzające wątpliwości proceduralne wybory samorządowe.

Ataki na dziennikarzy

Mijający rok szczególnie odbił się na wolności słowa i jakości mediów w Gruzji. Raport Reporterów Bez Granic (RSF) donosi o około sześciuset atakach na dziennikarzy – od napaści fizycznych (najczęstszych, odnotowano ich osiemdziesiąt pięć) po grzywny – w ciągu dwunastu miesięcy od rozpoczęcia protestów.

Kulminacją represji są niedawne, listopadowe brutalne zatrzymania reporterów relacjonujących protesty w Tbilisi, między innymi Giorgiego Mamniaszwilego  z TV Pirveli, Lizy Tsitsishvili - dziennikarki Formula TV czy Ninii Kakabadze z mediachecker.ge. Policja coraz częściej traktuje dziennikarzy jak protestujących: karze ich za „blokowanie drogi”, wypycha z miejsca demonstracji, powołując się na zaostrzone przepisy o „utrudnianiu pracy policji”. Atakowane są głównie telewizje (zwłaszcza TV Pirveli), ale też niezależne portale takie jak Publika i Batumelebi, które są nękane kontrolami skarbowymi, presją administracyjną i kampaniami oszczerstw.

Jednym z najgłośniejszych przypadków represji wobec krajowych dziennikarzy jest uwięzienie dziennikarki Mzii Amaglobeli, aresztowanej w styczniu 2025 i przetrzymywanej do dzisiaj.  Amaglobeli, współzałożycielka Batumelebi i Netgazeti, ostro krytykowała rząd Gruzińskiego Marzenia i opisywała jego afer. Została aresztowana pod zarzutem zaatakowania policjanta po tym, jak spoliczkowała szefa policji Irakliego Dgebuadze. Dgebuadze obrażał Amaglobeli i obrzucał ją wulgarnymi wyzwiskami. Artykuł, na podstawie którego ją początkowo oskarżono, jest zwykle stosowany w przypadku poważnych ataków fizycznych i przewiduje karę od czterech do siedmiu lat więzienia. Dziennikarkę ostatecznie skazano w sierpniu 2025 roku na dwa lata więzienia, po zmianie klasyfikacji zarzutów na łagodniejsze. Organizacje międzynarodowe, między innymi Transparency International, uznały uwięzienie Amaglobeli za niekonstytucyjne i bezprawne, stwierdziły również, że Amaglobeli jest karana „za ujawnianie korupcji reżimu i innych nielegalnych działań na przestrzeni lat”. 22 października 2025 roku, podczas ceremonii w Strasburgu, przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola ogłosiła Mzię Amaglobeli i uwięzionego białoruskiego dziennikarza Andrzeja Poczobuta laureatami Nagrody imienia Sacharowa za Wolność Myśli 2025. Amaglobeli jest pierwszą gruzińską laureatką tej nagrody. Ten gest to dosyć jednoznaczne uznanie Amaglobeli za więźniarkę polityczną, a reżimu w Tbilisi – za stojący w jednym szeregu z Rosją i Białorusią.

Powtarzają się też przypadki zastraszania dziennikarzy zagranicznych.

Zakazuje się im przyjeżdżania do Gruzji, na granicy karze się ich grzywnami – na przykład za udział w „nielegalnych” protestach w przeszłości. Pierwsze takie przypadki odnotowywano jeszcze przed rozpoczęciem „całorocznego strajku”

W październiku 2024 roku czeski dziennikarz Ray Baseley został zatrzymany na lotnisku w Tbilisi. Odmówiono mu wjazdu do Gruzji, przetrzymywano go przez trzydzieści cztery godziny bez dostępu do telefonu czy rzeczy osobistych, a oficjalny powód odmowy był ogólny i niekonkretny. Baseley wcześniej relacjonował protesty antyrządowe i krytykował ustawę o „agentach zagranicznych”, co zdaniem mediów mogło być przyczyną decyzji władz.

12 lutego 2025 roku francuski freelancer Clément Girardot nie uzyskał pozwolenia na pobyt po tym, jak relacjonował rosnący autorytaryzm Gruzinskiego Marzenia dla mediów takich jak francuski „Le Monde” i belgijski „Le Soir”.

30 marca 2025 roku urzędnicy odmówili wjazdu Jérôme’owi Chobeaux, fotoreporterowi z włoskiej agencji NurPhoto. Chobeaux, który relacjonował antyrządowe protesty, był przetrzymywany przez sześć godzin bez dostępu do telefonu, zanim odesłano go samolotem do Grecji.

W maju 2025 brytyjski dziennikarz śledczy Will Neal został zawrócony na granicy.

11 czerwca 2025 roku straż graniczna na lotnisku międzynarodowym w Kutaisi odmówiła wjazdu francuskiej dokumentalistce Marylise Vigneau. Vigneau powiedziała Komitetowi Ochrony Dziennikarzy CPJ, że prawdopodobnie była celem działań władz z powodu zdjęć z protestów, które wystawiła w maju na festiwalu fotograficznym w Tbilisi. W gronie „niechcianych dziennikarzy” znalazł się też francuski fotograf Hicham El Bouhmidi, zatrzymany w sierpniu.

Odmowa wjazdu do kraju to jedna z sankcji, inną są wysokie grzywny.

6 września azerski student Javid Ahmedov nie został wpuszczony do kraju, mimo że studiuje w gruzińskiej uczelni. Nałożono na niego grzywnę dziesięciu tysięcy gruzińskich lari (około trzynastu i pół tysiąca złotych) za rzekome „blokowanie drogi”. 28 września szwajcarski fotoreporter Gregor Sommer odmówił zapłaty grzywny dziesięciu tysięcy gruzińskich lari, odebrano mu telefon i odesłano go do Dubaju. Następnego dnia włoski dziennikarz Giacomo Ferrara nie został wpuszczony do kraju po tym, jak odmówił zapłacenia grzywny w wysokości pięciu tysięcy lari, mimo planu relacjonowania wyborów lokalnych. Wszystkie przypadki odnotowano przez Civil Georgia i wszystkie wpisują się w szerszy trend ograniczania funkcjonowania mediów w Gruzji. W parze z wyżej opisanym zjawiskami idzie regularne, od przynajmniej 2023, wycofywanie akredytacji rządowych dla dziennikarzy zagranicznych i opozycyjnych.

Równolegle gruziński rząd wykorzystuje państwowe instytucje (na przykład biuro antykorupcyjne) do śledzenia niezależnych redakcji i przyjmuje kolejne ustawy wycelowane w media: nową wersję prawa o „agentach zagranicznych” (które zaostrza kary w związku z faktem, że wiele mediów i NGO odmówiło rejestracji we wcześniejszym reżimie) czy zmiany w prawodawstwie dotyczącym grantów i mediów publicznych. Publiczne media stają się tubą rządzącej partii. RSF wskazuje na kluczową rolę oligarchy Bidziny Iwaniszwilego w tej strategii i przypomina, że Gruzja spadła na sto czternaste miejsce w Światowym Indeksie Wolności Prasy – jeszcze cztery lata temu była na sześćdziesiątej pozycji.

Studium przypadku – atak z 8 września

Jeden z głośnych incydentów miał miejsce 8 września przy ulicy Melikiszwili w Tbilisi, przed siedzibą biura wyborczego kandydata na burmistrza powiązanego z Gruzińskim Marzeniem. Zebrany tam tłum protestował przeciwko kandydatowi oraz wyborom samorządowym, które bojkotowała duża część opozycji, powołując się na manipulacje podczas wyborów parlamentarnych.

Według doniesień aż pięcioro dziennikarzy zostało zaatakowanych przez zwolenników rządu.  Wielu napastników było bezpośrednio, instytucjonalnie związanych z Gruzińskim Marzeniem — wśród nich kandydaci, członkowie młodzieżówki, kierowcy posłów. Wydarzenie zostało szczegółowo opisane i zweryfikowane przez CPJ.

Materiały z tego dnia pokazują węgierskiego (ale powiązanego z antyorbanowskimi środowiskami) dziennikarza László Róberta Mézesa w kamizelce z napisem „Press”, z zakrwawioną twarzą i uniesionym złamanym palcem.

Jak relacjonował Mézes, jacyś mężczyźni wyszli z biura, ukradli mu telefon i pobili go, mimo że miał identyfikator i przedstawiał się jako dziennikarz.

Na filmach opublikowanych przez serwis Publika dwóch mężczyzn łapie reporterów: Keto Mikadzego i Aleksandre Keshelashwiliego, by ukraść im telefony.

Fotoreportażystka i współzałożycielka niezależnego medium OC Media, Mariam Nikuradze, relacjonowała, że kiedy nagrywała wydarzenia, jeden z napastników polał ją wodą, najprawdopodobniej próbując zarówno ją odstraszyć, jak i uszkodzić urządzenia nagrywające.

Reporterka Netgatezi, Ketevan Khutsishvili, powiedziała CPJ, że filmowała ludzi wychodzących z biura i rzucających przedmiotami w protestujących, a wtedy kilku funkcjonariuszy policji oraz osoba w cywilu użyli wobec niej wulgaryzmów, siłą odciągnęli ją z miejsca zdarzenia, a policjant ją popchnął.

László Róbert Mézes – jedna z ofiar – jest moim kolegą, poznaliśmy się podczas zbierania materiałów na protestach w Tblisi na początku roku. Kiedy poprosiłem go o komentarz, pokazał mi blizny, które ma na twarzy miesiące po ataku.

- Napastnicy zaatakowali całkowicie niesprowokowani. Niektórzy wyrywali reporterom telefony. Nagrałem jeden z takich incydentów, kiedy zabrali telefon innemu dziennikarzowi, a chwilę potem także mój. Zidentyfikowałem się jako dziennikarz, miałem kamizelkę z napisem PRESS i identyfikator, ale i tak mnie zaatakowali. Było ich tuż obok mnie około dwudziestu, trzydziestu. Rzecz w tym, że nie możesz bronić się zbyt intensywnie, zdarza się bowiem, że takiej osobie stawia się zarzut jako agresorowi, sugeruje, że to ty kogoś zaatakowałeś. Dlatego jedynie uniosłem ręce i starałem się zasłaniać – mówi Mézes. – Byłem wielokrotnie uderzany, kopany i bity różnymi przedmiotami, co spowodowało rany cięte, guzy i złamany palec. Podkreślam, nie byłem po prostu bity pięściami, bo to nie pozostawiłoby ran ciętych. Niektóre blizny na mojej twarzy pozostaną na zawsze. Napastnicy byli rozpoznawalni, jeden z nich miał na sobie jasnoniebieskie dżinsy i jaśniejszą bluzę, co pozwoliło nam go rozpoznać na innych zdjęciach, a pozostałych niezależne media zidentyfikowały i poinformowały o tym w platformach społecznościowych. Ten napastnik w jasnych jeansach okazał się członkiem partii Gruzińskie Marzenie. Prokuratura ma dowody, ale nie zostaliśmy uznani za ofiary, a żaden z napastników nie został oficjalnie oskarżony, mimo że wszyscy sprawcy są już zidentyfikowani albo łatwi do zidentyfikowania.

Wojna przeciwko dziennikarzom

Działania Gruzińskiego Marzenia są od miesięcy odnotowywane i szeroko krytykowane przez międzynarodowe organizacje broniące wolności prasy. Wspomniane wcześniej Committee to Protect Journalists (CPJ) czy Reporterzy bez Granic (RSF) wskazywały na „bezprecedensową skalę przemocy” wobec mediów oraz systemowe podporządkowywanie instytucji medialnych władzy.

Brytyjskie NGO ARTICLE 19 podkreślało falę zastraszania, zatrzymań i nowych regulacji uderzających w niezależne redakcje. International Press Institute (IPI) wraz z partnerami z europejskiej koalicji MFRR publikował raporty i wspólne apele, potępiając brutalność policji wobec dziennikarzy dokumentujących protesty oraz blokowanie pracy korespondentów zagranicznych. Także Freedom House w swoich analizach odnotował szybki spadek poziomu wolności mediów, obejmujący fizyczne ataki, presję prawną i administracyjną oraz ograniczenia w dostępie do informacji. Wszystkie te organizacje zgodnie oceniają, że sytuacja prasy w Gruzji uległa w latach 2024-2025 gwałtownemu pogorszeniu i wymaga pilnej międzynarodowej reakcji. Dziennikarze są bici, zastraszani, aresztowani, nie wpuszczani do kraju lub z niego wyrzucani.

Annie Kelly w tekście w „Guardianie” opublikowanym w maju, z okazji dnia wolnej prasy, napisała: „na świecie szaleje teraz wojna przeciwko dziennikarzom”. Miała na myśli przemoc i represje przeciwko dziennikarzom na całym świecie, w szczególności podczas trwających wojen lub w reżimach autorytarnych. W tekście skupiała się na Mjanmie, Meksyku, Palestynie, Syrii, Izraelu, Iranie czy Ukrainie. I chociaż w Gruzji nie zabija się – jeszcze - dziennikarzy, należy pamiętać, że jest ona kolejnym z frontów tej wojny.

Może Cię zainteresować

Wywiad
Michoń / Springer
Generacja Z dorośnie do kredytu. Bo musi

Ponad sześćdziesiąt procent badanych deklaruje, że zdecydowanie nie chce brać kredytu hipotecznego. I ponad siedemdziesiąt procent spośród tych, którzy zdecydowali się na ten krok, uważa, że była to słuszna decyzja. Polacy bardzo nisko oceniają swoją sytuacje finansową i bardzo lubią mieszkania i domy, w których żyją. A statystyka Polski jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe szoruje po europejskim dnie.

Reportaż
Mateusz Sroczyński
Wiecznie żyje i króluje w podziemiu. #2

Druga część muzycznej opowieści o Piotrze Marku, liderze krakowskiej grupy Düpą. Mateusz Sroczyński pisze o tym, jak zespół dojrzał do publicznych występów wiosną 1982 roku, o efektach zlutowanych ze śmieci i o graniu w stanie podwyższonej gotowości emocjonalnej.

Komentarz
Paweł Jędral
Zabić posłańca

Kolejny tekst w cyklu „Ludobójstwo w Strefie Gazy”. Paweł Jędral analizuje dyskurs niektórych osób ze świata mediów i zastanawia się nad ich szczególną odpowiedzialnością za słowo.

Reportaż
Mateusz Sroczyński
Wiecznie żyje i króluje w podziemiu. #1

Wypełnia się jedna z największych białych plam na mapie polskiego muzycznego undergroundu. Wydanie płyty Düpą to najlepsza okazja do tego, by zgłębić nieodkryty życiorys lidera grupy, Piotra Marka. W Krakowie chce o nim opowiedzieć wiele osób, a Mateusz Sroczyński notował ich głosy - tak powstał ten gęsty muzyczny reportaż.

wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 

Grantor

kpo getLogotypesStrip