Mariusz Szczygieł

Sytuacja stabilna, nagłówek dramatyczny

Komentarz

Poważna – wydawałoby się – redakcja internetowego wydania tygodnika „Wprost” ogłasza: WIRUS NIPAH SIĘ ROZPRZESTRZENIA SZEF WHO: NIE MAMY JESZCZE SZCZEPIONKI.

Na facebookowym profilu nagłówek jest podany białą czcionką na wściekle czerwonym tle. Uznaję jako czytelnik, że wiadomość jest poważna i pilna. Klikam.

Z samego artykułu dowiaduję się, że wirus rozprzestrzenił się, ale na TRZY OSOBY. Na obszarze, gdzie mieszka ponad miliard sześćset milionów osób. Przebadano ponad dwieście osób, które miały kontakt z zakażonymi i nikt nie zaraził się wirusem. W czwartym akapicie czytam: „(...) Światowa Organizacja Zdrowia ocenia ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa Nipah w regionie i na świecie jako niskie (...)”.

To nie „masońskie” czy „reptiliańskie” WHO manipuluje nami i naszymi emocjami. Robi to ktoś znacznie bliżej nas – nasze własne media. Poprawny tytuł mógłby brzmieć: „Trzy kolejne przypadki wirusa NIPAH. WHO i specjaliści uspokajają. Oceniają ryzyko epidemii jako niskie”. To kolejny materiał, który został poddany anatomicznej sekcji przez ekipę facebookowego profilu „Streszczam clickbaitowe artykuły, żebyś nie musiał klikać”. Osoby, które ją prowadzą, przedstawiają się jako „pierwsza w Polsce inicjatywa przeciwko głupim nagłówkom”.

Jestem w tym momencie ich rzecznikiem prasowym ad hoc, ponieważ nie występują publicznie i nie ujawniają swoich nazwisk. Co więcej – chociaż napisałem wyżej „ekipa”, nie mam pewności, czy jest to grupa, czy jedna osoba. Niemniej korespondujemy ze sobą i mimo że pierwszy raz w mojej pracy dziennikarskiej zdarza mi się nie znać rozmówcy (w tym przypadku korespondenta), wykazuję zaufanie. Inicjatywa jest tak potrzebna, że bez względu na to, kto za nią stoi, będę ją propagował. Profil ma ponad sto dwadzieścia tysięcy obserwujących – jak rozumiem osób, które chciałyby, aby media były uczciwe. Wydawałoby się, że to czytelnicy świadomi, a jednak jeden z pierwszych komentarzy pod informacją o wirusie Nipah brzmi: „Lepiej niech WHO ogłosi nieustającą epidemię głodu, aniżeli ciągle straszą niby śmiertelnymi wirusami”.

O czym to świadczy? Ktoś scrollował Fb i zareagował tylko na obrazek, nie wchodząc w szczegóły. Nasze poglądy, decyzje i wybory polityczne są sterowane przez nagłówki. Mało kto zagląda (klika) głębiej. To niebezpieczne z wielu powodów.

Przede wszystkim dlatego, że strach działa jak inflacja — im częściej się nim operuje, tym mniej jest wart. Jeśli każdego dnia ogłasza się kolejne „zagrożenie”, „alarm” i „niepokój ekspertów”, odbiorcy przestają reagować adekwatnie. Kiedy pojawia się realny problem, część ludzi wpada w panikę, a część wzrusza ramionami, bo przecież „już tyle razy nas straszyli”. Po drugie, taki sposób informowania niszczy zaufanie. Nie do organizacji międzynarodowych, nie do naukowców, ale do samej informacji jako takiej. Czytelnik widzi dramatyczny nagłówek, a potem dowiaduje się, że sytuacja jest stabilna i ryzyko niewielkie. Zapamiętuje jednak emocję, a nie sprostowanie. Po trzecie, clickbait nie informuje, on programuje reakcję. Nagłówek ma wywołać złość, strach czy też poczucie zagrożenia, bo to właśnie te emocje najlepiej sprzedają reklamy. Problem w tym, że społeczeństwo karmione emocjami zaczyna podejmować decyzje na podstawie emocji. Dotyczy to nie tylko zdrowia czy bezpieczeństwa, ale także wyborów politycznych, ocen ludzi czy instytucji. Wystarczy obrazek i kilka słów napisanych wielkimi literami. I jest jeszcze wysoka cena tego wszystkiego, którą media płacą same sobie. Każdy przerysowany nagłówek to kolejny mały kredyt zaciągnięty na zaufaniu czytelników. Działa tylko przez jakiś czas, kliknięć jest tyle, ile chcemy. Ale w pewnym momencie bardziej czujny odbiorca przestaje wierzyć w cokolwiek. A medium, któremu się nie wierzy, przestaje być medium. Staje się tylko kolejnym źródłem hałasu.

Bo problemem nie jest to, że świat bywa niebezpieczny. Problemem jest to, że przestajemy odróżniać prawdziwe zagrożenie od czerwonego tła i dużej czcionki. Wtedy nie przegrywa już tylko rzetelność dziennikarska. Przegrywa zdrowy rozsądek.

A społeczeństwo, które podejmuje decyzje na podstawie nagłówków zamiast faktów, wcześniej czy później zaczyna bać się nie tego, co trzeba.

Zadałem X, który przedstawia się jako „administrator i założyciel pierwszego w Polsce antyclickbaitowego ruchu społecznego” kilka pytań.

Czy redakcja „Wprost”, która napisała, że wirus Nipah się rozprzestrzenia, zareagowała na wasze sprostowanie?

Nie, to znaczy zareagowała już wcześniej, po naszych poprzednich postach. Po prostu zblokowała nam dostęp do swoich treści. Ale oczywiście czytamy ich tygodnik innymi kanałami.

Dlaczego nie możemy się spotkać osobiście?

Wręcz panicznie dbamy o swoją anonimowość. Kilkukrotnie zdecydowaliśmy się wziąć udział w wywiadzie radiowym, sami nawet przez chwilę prowadziliśmy kanał na YT, niestety ataki w naszą stronę tylko się nasilały. Cały czas dostajemy pogróżki, które już dawno w swojej treści przestały być śmieszne. Kontaktują się z nami również pracownicy mediów, co ciekawe, wielu z nich uważa clickbait za największą patologię w ich pracy, a nas jako nadzieję na lepsze, i ostrzegają, że kilku dużych graczy medialnych wraz z ich prawnikami cierpliwie zbierają na nas materiały. Czekają, aż popełnimy błąd, żeby mogli nas pozwać. Trzymanie naszych twarzy i prywatności za betonową zasłoną to podstawa niezależnego funkcjonowania tego kanału. I naszego bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że jest to powód zrozumiały.

Jest obawa, że niszczycie media. 

Nasza inicjatywa nie ma na celu zniszczenia mediów, ani zniszczenia złych mediów, jak to niektórzy opacznie interpretują, tylko ich naprawę, polepszenie jakości, przywrócenie kręgosłupa moralnego. Trochę poprzez wyśmianie, trochę analizę ich błędów, trochę zmotywowanie do działania.

Najgorszy clickbait?

Taki, który wykorzystuje bezwzględnie nasze słabości.

A największa to…

…lenistwo. Bo po pierwsze – najpierw komentuję, po drugie – potem nie czytam artykułu. Prawdą jest, że internauci mają problem ze skupieniem się na dłuższej treści i większość z nas, zamiast brać nagłówek jako jedynie zachętę do przeczytania artykułu, bierze nagłówek za już pełną, sprawdzoną informację. I to jest bardzo wykorzystywane przez media. Stąd najgorsze, najniebezpieczniejsze nagłówki to te, które jawnie kłamią i naginają rzeczywistość w swojej krótkiej, pozbawionej kontekstu treści. Co z tego, że w artykule, w większości wypadków, znajduje się treść bliższa prawdy, jeśli przeciętny internauta do treści artykułu już nie dochodzi. Czyta manipulujący, sensacyjny nagłówek i zostaje z zaszczepioną, fałszywą wiedzą. Przykładów jest mnóstwo, ale jeden z gorszych to nasz materiał o nagłówku „Przekroczył prędkość o 17 km na godz. Dostał pięć miesięcy więzienia”.

Ludzie wzięli ten nagłówek za fakt.

A na jego bazie stworzyli sobie całą, pasującą im narrację o państwie policyjnym, o terrorze wobec obywateli, o zamachu na wolność i tak dalej. Nikt nie doczytał w treści artykułu, że osoba z nagłówka wcale nie dostała pięciu miesięcy więzienia, a „tylko” zawiasy, a sam wymiar kary wynikał z tego, że w momencie zatrzymania kierowca nie posiadał uprawnień, był recydywistą oraz miał już sądowy zakaz prowadzenia samochodu. Ten schemat clickbaitów jest najgorszy, ponieważ on celowo uderza w aspekty, które podburzają internautów.

Irytacja to cenna emocja.

Poirytowani użytkownicy masowo wylewają swoją frustrację w komentarzach, a wydawca liczy zyski z zasięgów. Koszt? Ogromny. Mamy bardzo brutalną teorię, że skoro dzisiaj słupkami sondażowymi sterują nie pełne wypowiedzi polityków, nie artykuły, tylko króciutkie, manipulujące, ocierające się o fake newsy nagłówki, to gdyby wpuścić w sieć same nagłówki bez podpiętej do nich treści, mało kto się zorientuje, a dyskusja w Internecie i tak wybuchnie.

Podobny przykład to jeden z naszych ostatnich materiałów. Nagłówek mówi wprost, że UE wydała wyrok na piece gazowe. Rodziny muszą już wymieniać piece. Nikt nie przeczytał artykułu, a tym bardziej rozporządzenia, które NIC nie mówi o piecach gazowych. Ludzie zostali z samym nagłówkiem w pamięci, z już zrewidowanymi pod to poglądami. I w większości wprowadzono ich w błąd, ponieważ rzeczywistość, co udowodniliśmy w materiale, jest zupełnie inna, niż sugerował nagłówek. I to jest dzisiaj największe zagrożenie dla demokracji, bo mało kto zdaje sobie sprawę, jaką siłę niszczenia mają same nagłówki sprzężone z ludzkim lenistwem.

A czy są redakcje bez winy?

Tego typu nagłówki stosują wszyscy. Gdyby to jeszcze była domena jednej ze stron politycznego sporu, ale nie, w takie manipulacje grają naprawdę wszyscy. Onet kiedyś wrzucił nagłówek, że Ukrainka nie chciała stanąć na podium przy Polce. W komentarzach wylał się taki brud i hejt w kierunku Ukraińców, że głowa mała. Dopiero po wklikaniu się w artykuł okazało się, że Ukrainka nie stanęła na podium z Polką, bo między nimi miała stanąć... Rosjanka. I to z nią nie chciała stanąć. Nie z Polką! A potem ten sam portal wrzuci artykuł w stylu „skąd w Polakach tyle niechęci wobec Ukrainy?”. Te same media generują sobie popyt i podaż. I robią tak naprawdę prawie wszyscy.

Czy któraś redakcja pozytywnie odniosła się do waszych sprostowań albo komentarzy przytomnych czytelników?

Tak, kilka razy sprzeciw, presja i aktywność w komentarzach miała sens. Portal Pultusknews z Pułtuska wrzucił do sieci newsa o zapadlisku na warszawskiej Wisłostradzie, przyozdabiając go dramatyczną grafiką wygenerowaną w AI. Naprawdę przepaść na jezdni była wielka i przerażająca jak w katastroficznych filmach. Błędnie sugerowała skalę zjawiska i pokazywała blokadę całej szerokości jezdni. Znając korki w stolicy, lokalsi mogli wpaść w lekką panikę. Rzeczywiste zapadlisko było kilka razy mniejsze i zablokowało jezdnię jedynie częściowo. Ruch został odpowiednio przekierowany. Portal, po komentarzach rozgoryczonych internautów, zmienił grafikę, wrzucając tę wygenerowaną w AI jako tło, bo czemu nie? Niech się klika, a na pierwszy plan dali zdjęcie z tego zdarzenia. I co? I bardzo dobrze. Portalowi należą się słowa pochwały. Media powinny wiedzieć, że wstydem nie jest się pomylić, tylko wstydem jest nie wsłuchiwać się w głosy swoich czytelników.

Przy okazji, to kolejny przykład na to, do czego prowadzi niekontrolowane używanie AI do generowania grafik. Nie dość, że walczymy z clickbaitowymi nagłówkami, to jeszcze z manipulującymi i kłamliwie sensacyjnymi, sztucznymi zdjęciami.

Bywa, że presja ma dobre skutki. I to pokazuje, że nie wszyscy użytkownicy Internetu czytają powierzchownie.

Tak, presja ma sens. Jest nadzieja, że Internet można zmienić na lepsze. Małymi kroczkami. Dziękujemy naszym followersom za zgłoszenie tego materiału, bo ich reakcje doprowadziły do pozytywnej zmiany!

Aha, aby być uczciwym, podkreślamy, że portal dodał na zdjęciu napis: „Fot: Open AI”. Niestety, napis ten był na tyle mały i trudno dostrzegalny, że dla potencjalnego czytelnika stał się praktycznie niewidoczny. Został zdominowany przez tę manipulującą grafikę AI w tle.

 

Autorzy profilu pracują nad manifestem zmian dla polskich mediów:

Drodzy, nadszedł czas, aby podjąć się próby stworzenia 10 przykazań rzetelnych mediów, które być może staną się fundamentem naszego ruchu, przyczynkiem naszych działań w kierunku próby ich formalizacji. Sposobów jest wiele (są petycje, wnioski do Sejmu, próby współpracy z politykami). Ale najważniejszym jest, aby posiadać pewien kręgosłup postanowień, listę praw i zasad, będącą fundamentem dalszych działań.

Poniżej publikujemy propozycję najbardziej kluczowych dla nas aspektów, które media, w przypadku publikacji postów, tytułów, newsów, powinny przyjąć za podstawowy wyznacznik jakości. Prosimy Was o pomoc, Wasze pomysły, uwagi. Stwórzmy razem coś, co stanie się w przyszłości listą godności polskich mediów, nowym kręgosłupem moralnym.

Propozycja zasad tworzenia rzetelnych nagłówków dla polskiego dziennikarza:

TAK:

Jeśli artykuł zawiera odpowiedź na pytanie zadane w tytule, należy zmienić tytuł tak, aby nie zawierał pytania, tylko stwierdzenie zgodne z treścią artykułu.

NIE:

Dość nagłówków w stylu „Czy jutro będzie niedziela handlowa?”, „Czy jutro będzie zmiana czasu?”.

TAK:

Jeżeli sytuacja dotyczy Polski, można nie określać kraju w tytule (sytuacja w domyśle dzieje się w Polsce). Jeżeli sytuacja dotyczy innego kraju, należy bezwzględnie podać kraj w tytule.

NIE:

Dość nagłówków „Pożar w stolicy!”, a artykuł o stolicy kraju w Afryce. Tytuł musi pozwolić na ocenę, o czym traktuje artykuł.

TAK:

W przypadku informowania o śmierci, należy podać w tytule pełne imię i nazwisko osoby zmarłej.

NIE:

Dość nagłówków w stylu „Zmarł piłkarz reprezentacji!”, a w artykule: reprezentacji młodzików, z kraju, o którym mało kto słyszał, o nazwisku, które niewiele osób zna.

TAK:

Tytuł nie może sugerować podjętej już decyzji, jeśli taka decyzja nie została faktycznie podjęta (co powinno wynikać z treści artykułu).

NIE:

Dość nagłówków w stylu „To już pewne! Podnoszą wiek emerytalny!”. A artykuł to dywagacje autora o tym, co może, ale nie musi się wydarzyć.

TAK:

Należy podawać i nazywać odpowiednio przedmiot artykułu. Nie stosować zwrotu np. „tej choroby”, tylko wskazać „chodzi o grypę”. Nie „ten sport”, tylko „piłka nożna”. Nie „ta firma”, tylko „Mercedes” etc.

NIE:

Dość nagłówków w stylu „Zabójcza choroba u bram Polski. Porażająca śmiertelność”. A artykuł o pryszczycy, chorobie bydła.

TAK:

Należy ograniczyć nadużywanie zwrotu i grafik w stylu „PILNE”, aby tak oznaczane były faktycznie pilne i poważne tematy, mające bezpośredni wpływ na nasze zdrowie, życie czy bezpieczeństwo.

NIE:

Dość tytułów w stylu „PILNE, informacje przyszły NAGLE”. A tam artykuł o wakacjach Kurzopków.

TAK:

Jeśli artykuł jest przyozdobiony grafiką wygenerowaną przez AI (przedstawia sytuację, która nie miała miejsca), fakt ten należy oznaczyć w poście poprzez zwrot np. „Grafika ilustracyjna wygenerowana przez AI”.

TAK:

Nie powinno się ukrywać najbardziej kluczowych informacji w ostatnich akapitach artykułu, poprzedzając je sztucznie napompowaną treścią, tylko w celu wyświetlenia reklam.

TAK:

Nie wolno informować o przeszłych wydarzeniach tak, jakby wydarzyły się obecnie. Czas przeszły należy podkreślić w tytule.

NIE:

Dość tytułów w stylu „Katastrofa samolotu pod Warszawą! 183 ofiar!", a artykuł o katastrofie z 1987 roku.

TAK:

Tytuł powinien bazować na wniosku z artykułu.

NIE:

„11 milionów osób straci dach nad głową?”, tylko „11 milionów Polaków może spać spokojnie – wielka płyta jest bezpieczna”.

TAK:

Jeśli artykuł odnosi się do publikacji naukowej, publikacja ta musi być nie tylko przytoczona w sekcji „źródła”, ale również musi zawierać bezpośredni hiperlink do oryginału lub numer ORCID / DOI w celu szybkiej i łatwej identyfikacji (patrz: niedawna afera Onetu z wygenerowanymi w AI nieistniejącymi badaniami).

TAK:

Dodatkowo dla polityków: Informowanie o jakimś fakcie musi być oparte na podpiętym pod informację źródle (wyborca musi mieć możliwość weryfikacji, skąd polityk wziął dane).

Jakie są Wasze pomysły? Zbierzmy je wspólnie.

Link do profilu:

https://www.facebook.com/StreszczamClickbait

 

Nie optymalizujemy tekstów pod kątem SEO, nie walczymy o clickbaity i zasięgi. Chcemy być miejscem, w którym można czytać wartościowe reportaże, analizy, wywiady i felietony. Nie zarabiamy na tworzeniu tego serwisu, ale chcemy godnie płacić autorom i autorkom, którzy dla nas piszą. Dlatego jeśli doceniasz naszą pracę, prosimy, rozważ drobne wsparcie naszych wysiłków. Dołączając do naszej społeczności w serwisie Patronite, pomagasz nam tworzyć jakościowe teksty.

Wspieram IR2

Może Cię zainteresować

wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 

Grantor

kpo getLogotypesStrip