Jędrzej Dudkiewicz

Głosy z  flotylli

Reportaż

Barcelona, 31 sierpnia 2025, Global Sumud Flotilla. Nicoriveraph / Shutterstock

Sumūd oznacza po arabsku „wytrwałość” lub „opór”.

Pod koniec sierpnia z Barcelony wypłynęła Global Sumud Flotilla, międzynarodowa inicjatywa mająca dostarczyć do Strefy Gazy pomoc humanitarną. Od tamtej pory byłem w kontakcie z członkiniami i członkami załóg, prosiłem o relacje na temat tego, jak się czują, jakie mają motywacje, jak wyglądają ich dni. To, co zaczęło się od opisu osobistych przekonań, a także celów Floty, zamieniło się z czasem w relację codzienności na wodzie i uczucia związane ze stopniowym zbliżaniem się do Strefy Gazy.

Mariana Mortágua, koordynatorka krajowa portugalskiego Bloku Lewicy, posłanka do Zgromadzenia Republiki: Jestem tu, bo wierzę, że mój naród wspiera Palestynę w sposób, w jaki nie robi tego rząd. Chcemy przerwać oblężenie i dostarczyć pomoc humanitarną do Gazy, zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego. Moja obecność ma zwiększyć bezpieczeństwo Floty i oby tak się stało. Wolna Palestyna!

Nina Ptak, prezeska Stowarzyszenia Nomada, które zajmuje się wspieraniem osób z doświadczeniem migracji i uchodźstwa: Jestem już przyzwyczajona do tego, że wspieranie innych biorą na siebie osoby prywatne oraz społeczeństwo obywatelskie w postaci różnych nieformalnych grup i organizacji pozarządowych. Wszyscy pamiętamy początek pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, kiedy zwykli ludzie zorganizowali się, wyszli na dworce i zaczęli pomagać. Mówię o tym, bo jednoznacznie kojarzy mi się to z tym, co robię teraz. Już od końcówki zeszłego roku próbowaliśmy naciskać na to, by polski rząd przynajmniej ewakuował członków rodzin polskich Palestyńczyków. Mimo ekspertyz prawnych, mimo dostępnych rozwiązań – jak europejski mechanizm ochrony ludności, który opłaca i organizuje transport w przypadku ewakuacji medycznych – nawet tego Polska nie potrafiła zrobić. Jestem tym oburzona, tak samo jak tym, że do dziś nasz rząd nie był w stanie nazwać tego, co dzieje się w Gazie, ludobójstwem - wciąż słyszymy o „kryzysie humanitarnym”, mimo licznych dowodów na zbrodnie wojenne, których dokonuje Izrael.

Aleks z Litwy: Ponieważ mój kraj nie ma swojej delegacji, dołączyłem do holenderskiej. Postanowiłem wziąć udział ze względu na to, że rząd mojego kraju, tak samo jak wiele innych, nie robi nic, by położyć kres ludobójstwu dokonywanemu przez Izrael. Poprzez moją obecność chcę przypomnieć o solidarności i człowieczeństwie.

Yasmin Acar: Jestem członkinią komitetu sterującego Global Sumud Flotilla. Przygotowujemy się właśnie do wypłynięcia z Barcelony, razem z ludźmi z czterdziestu czterech krajów, wkrótce dołączą do nas łodzie z kolejnych portów. Popłyniemy do Gazy, by przerwać nielegalną blokadę morską założoną przez Izrael w 2007 roku, czego intensyfikacja nastąpiła w ostatnich dwóch latach. Jesteśmy misją bez przemocy, niesiemy pomoc humanitarną. Chcemy nie tylko dostarczyć ją ludziom w Gazie, ale też silniej zwracać uwagę na głód oraz ludobójstwo, którego dokonuje Izrael. Domagamy się też, by rządy naszych krajów przestały wysyłać do Izraela broń, a zamiast tego obłożyły go sankcjami oraz skierowały pomoc humanitarną do Strefy Gazy.

Ewa Jasiewicz, dziennikarka i aktywistka: Jako Flota jesteśmy częścią większego międzynarodowego ruchu społecznego, któremu chodzi nie tylko o wyzwolenie Palestyny, ale jest też ogólnie antywojenny, antykolonialny. Tylko w ten sposób, gdy wielu ludzi się zaangażuje, możemy wywrzeć nacisk na rządy, żeby zaczęły coś robić. Obecnie najważniejsza jest oczywiście Palestyna, a jako Polki i Polacy mamy duży współudział w tym, co robi Izrael, bo Polska wspiera go wojskowo, ekonomicznie, dyplomatycznie i politycznie. Myślę, że coraz więcej osób w Polsce to rozumie, zresztą tak samo na przykład w Wielkiej Brytanii.

Jamila z Maroka: Cieszę się, że mogę wziąć udział w rejsie i w ten sposób dać przykład innym ludziom, a przede wszystkim pokazać, co powinny robić rządy i reżimy – w tym arabsko-muzułmańskie – które tak bardzo zawiodły. Czy to poprzez milczenie, czy bezpośredni udział w trwającym ludobójstwie.

Hanna Smith: Jestem obywatelką USA, udział we Flocie jest też dla mnie sposobem na kwestionowanie współudziału mojego rządu w ludobójstwie, którego dokonuje Izrael. Tak naprawdę cywile nie powinni podejmować takich działań, ale musimy wyręczać rządy, które finansują i umożliwiają dokonywanie czystki etnicznej. Jestem tym rozczarowana, ale jednocześnie chętna i gotowa, by podjąć wyzwanie i stanąć ramię w ramię z innymi ludźmi, którzy chcą się temu sprzeciwić. Myślę, że to jeden z tych momentów historii, na które kiedyś będziemy patrzeć i zastanawiać się, czy zrobiliśmy wystarczająco dużo. Niezależnie od tego, czy jest się na łodzi, czy protestuje w swoim miejscu zamieszkania, trzeba te działania nasilać. To moralne powołanie naszego pokolenia i przełomowy moment w historii. Moje przesłanie do świata brzmi: gdziekolwiek jesteście i kimkolwiek jesteście, nadszedł czas, by wzmocnić głosy Palestyńczyków, stanąć po stronie narodu palestyńskiego.

Członek Floty z Pakistanu: – Jako muzułmanin wstydzę się, że tak niewielu muzułmanów brało wcześniej udział w tego typu działaniach. To się zmienia, coraz więcej osób rozumie, że kiedy rządy zawodzą, trzeba się buntować oraz jednoczyć w celu wyzwolenia Palestyny, przerwania oblężenia Gazy, otwarcia korytarzy dla pomocy humanitarnej oraz zakończenia ludobójstwa. Moje przesłanie do całego świata jest takie, że milczenie zabija niewinnych ludzi w Strefie Gazy. Trzeba stanąć w obronie dzieci, które są mordowane i w obronie ludzkości. Jutro może być nasza i wasza kolej. Ratujcie swoją przyszłość i swoje dzieci przed kolejnym ludobójstwem.

Łukasz Kozak, Akcja Socjalistyczna: Nie jest to pierwszy raz, kiedy podejmuję taką próbę. Dwa miesiące temu brałem udział w Marszu do Gazy. Pierwszą noc w Egipcie spędziliśmy w celi na lotnisku, razem z kilkudziesięcioma innymi osobami, które zamierzały dotrzeć do Rafah. Mimo tego, że ludzie w celi byli z różnych państw, porozumiewali się wieloma językami, panowała serdeczna, wręcz rodzinna atmosfera, a solidarność i wsparcie były czymś oczywistym. Tego samego spodziewałem się po osobach uczestniczących w Global Sumud Flotilla i nie zawiodłem się.

Franek Sterczewski, poseł na Sejm RP: Jedną z rzeczy, której się uczę na tej misji, jest perspektywa. Chodzi mi o to, że jest duży i mały obrazek. Duży to oczywiście cel, jakim jest przebicie się przez nielegalną blokadę morską założoną przez Izrael, udzielenie pomocy humanitarnej oraz przekonanie rządów całego świata do stworzenia prawdziwego korytarza humanitarnego, który mógłby uratować około dwóch milionów Palestynek i Palestyńczyków. Mały obrazek to nasze codziennie sytuacje. Skoro w misji biorą udział ludzie z czterdziestu czterech krajów świata, przedstawiciele różnych kultur, posługujący się różnymi językami, to konflikty – personalne, ideologiczne – są oczywiste. Robimy, co możemy, by gasić takie pożary, tym bardziej, że to zwykłe, ludzkie rzeczy. Miałem przyjemność być już na pięciu różnych, mniejszych i większych, statkach. Te zmiany wynikały z potrzeb pełnienia wielu obowiązków w kolejnych miejscach. Przy okazji mogłem zaobserwować, jak ciężko wszyscy pracują. Niezależnie od tego, czy ktoś jest znaną aktywistką klimatyczną, wnukiem noblisty walczącego o pokój, prawnikiem, dziennikarką, lekarką, komikiem – wszyscy są równi i robią podobne rzeczy.

 

Każdy bierze udział w dziennych i nocnych wachtach, gotuje, obiera ziemniaki, myje naczynia, sprząta, pomaga w obsługiwaniu statku. Każdy jest potrzebny i wspaniale jest widzieć, jak wcześniej nieznający się ludzie odnajdują się w tym wszystkim.

Każdy jest potrzebny i wspaniale jest widzieć, jak wcześniej nieznający się ludzie odnajdują się w tym wszystkim. Dbamy o jedność, by ta różnorodna misja skupiała się przede wszystkim na celu, czyli tym dużym obrazku.

***

31 sierpnia Global Sumud Flotilla – przy aplauzie pełnego ludzi portu – wypłynęła z Barcelony. Od początku jednak mierzy się z wyzwaniami. Chociaż w dzień startu pogoda była znakomita, w nocy rozpętała się potężna burza oraz sztorm. Część łodzi została uszkodzona i musiała szybko zawrócić do portu, by ocenić, czy będą mogły dalej żeglować. Członkinie i członkowie załóg przyznawali w mediach społecznościowych, że warunki na morzu budziły w nich lęk, na szczęście nikomu nic się nie stało i już wkrótce większość statków – część się do tego nie nadawała – wyruszyła w dalszą drogę. Wymusiło to również kolejne zmiany w załogach, które stały się jeszcze bardziej międzynarodowe. Na każdej łodzi są też osoby doświadczone w żegludze, zarządzające tym, by wszystko działało jak należy.

Nina Ptak: Przed wyruszeniem mieliśmy różnego rodzaju szkolenia, uczyliśmy się wielu rzeczy, ale nigdy nie byłam na takim rejsie, więc i tak sporo rzeczy mnie zaskoczyło. Łodzią, na której płynę, strasznie buja. Przeżyliśmy też już dwie burze i było to dość straszne doświadczenie. Za pierwszym razem, tuż po wypłynięciu z Barcelony, wszystkie osoby w zasadzie musiały przetrwać wypluwanie swoich wnętrzności. Obecnie jest lepiej, nie muszę brać leków na chorobę morską. Dzień na statku wygląda tak, że każdy dostaje przydział obowiązków, nie każdy robi to samo. Mowa o sprzątaniu, gotowaniu dla całej załogi, wartach nocnych. Te ostatnie są ważne, bo każda z łodzi jest narażona na izraelskie ataki dronami oraz sabotaże podwodne. Pilnujemy więc wszystkiego, obserwujemy zarówno niebo, jak i morze. Dni wyglądają dość podobnie, trochę monotonnie. Jednocześnie cały czas ćwiczymy scenariusze tego, co może się wydarzyć. Przede wszystkim chodzi o potencjalną intercepcję, czyli moment, kiedy izraelska marynarka wojenna wkracza na pokład i chce nas aresztować. Trenujemy też zakładanie kapoków, reakcje na pożar na pokładzie czy wypadnięcie kogoś za burtę. Naprawdę dużo uwagi poświęcamy kwestiom bezpieczeństwa.

Poza tym żyjemy ze sobą i dużo rozmawiamy. A także śpiewamy, bo są osoby, które grają na różnych instrumentach. To sposób na regulację, rozładowanie emocji, oderwanie się na chwilę od tego, co dzieje się w Strefie Gazy, bo oczywiście śledzimy to cały czas. Mamy dostęp do internetu, staramy się kontaktować z rodzinami, mówić o naszej misji. Są z nami też polityczki i politycy, którzy niekiedy potrzebują większej dostępności do sieci, bo udzielają wywiadów.

Jako osoba w spektrum autyzmu z późną diagnozą nauczyłam się maskować i na zewnątrz prezentować twardość. Na pewno jednak jestem zmęczona. Najtrudniejsza jest temperatura, na statku jest bardzo, bardzo gorąco oraz wilgotno. Zwłaszcza wieczory i noce są trudne. Trzeciego dnia zepsuły nam się toalety, więc musimy korzystać z wiader lub innych kreatywnych rozwiązań. Każdy robi to tak, by było komfortowo. Sama umiem się zaadaptować do trudnych warunków, jeśli mam odpowiednią motywację. Jeśli tylko mam jasny cel oraz dostaję jasne komunikaty, poradzę sobie. Jednocześnie nie mogę uwolnić się od myślenia o Gazie i o tym, że jest tam coraz gorzej. Izrael spełnia kolejne groźby, próbując wypędzić z miasta Gaza jak najwięcej ludzi. Codziennie pozwalam sobie na to, by to przeżywać, czuję, że nie mogę się od tego w pełni oderwać, że to wręcz mój obowiązek, by to jakoś przeżywać. Ale nie mogę cały czas o tym myśleć. Jako osoba wysokowrażliwa, często czuję w ciele wiele rzeczy.

Ewa Jasiewicz: Płynę na bardzo małym statku, nasza załoga liczy sześć osób. W związku z tym nasz jachcik ciągle się buja, a my razem z nim, nawet w drodze do toalety wykonuje się specyficzny taniec. Wszędzie mam siniaki, bo trudno jest co chwila na coś nie wpadać. Uczy to pokory względem morza, a także wymaga ostrożności oraz współpracy. Wiele rzeczy robimy razem – sprzątanie, pranie, czyszczenie statku, nocne wachty. Na szczęście się lubimy, są tu fantastyczni ludzie. Na przykład osoba z Algierii, która porzuciła biznesowy styl życia i zaczęła wędrować po świecie. Dzieli się opowieściami, gotuje pyszne jedzenie. Dzielimy też przestrzeń do spania, strasznie chrapiemy, więc śpimy z zatyczkami w uszach. Jest gość ze Szwajcarii, z którym można bardzo ciekawie porozmawiać o relacji z morzem, górami, o duchowych sprawach. Młody chłopak z Włoch działał ze związkowcami z Genui, którzy protestowali – zamykając port – przeciwko wysyłaniu broni do Arabii Saudyjskiej, gdy ta bombardowała Jemen. Ma więc znajomości i jeśli Flota zostanie zaatakowana, da im znać i odbędą się kolejne protesty. Jest też z nami bardzo pobożny muzułmanin, który modli się pięć razy dziennie, do tego jest niezwykle spokojny, ma w sobie dużo gracji, sprawia, że wszyscy dookoła czują się bezpiecznie. Każda osoba na łodzi ma swoje motywacje, polityczne, osobiste, tworzymy zgrany, energetyczny zespół, który wzajemnie się wspiera, także poprzez humor.

Łukasz Kozak: Każdy dzień wygląda inaczej. Płynę na jednej z najmniejszych łodzi i zawsze jest coś do zrobienia. Morze dostarcza coraz to nowych problemów do rozwiązania, śpi się więc w ruchu. Jesteśmy mimo to skupieni na naszej misji i dostarczeniu do Gazy pomocy humanitarnej w możliwie bezpieczny dla nas sposób. Mimo że przebywamy ze sobą na małej, ciasnej przestrzeni, utrzymujemy wysokie morale. Niczym są różnice w naszych doświadczeniach, kiedy mamy wspólny cel: dostarczenie jedzenia i lekarstw do Palestyny oraz mówienie prawdy o tym, co się dzieje.

Na statku gotuję i sprzątam, czuję się też dobrze, bardzo pomaga, że nie choruję. Nastawiałem się na ekstremalną, ocierającą się o nieznośność niewygodę, a nie jest tak źle. Najgorsza jest w tym raczej niepewność co do tego, jak bardzo nasza misja przyczyni się do stworzenia lepszego świata. Wiem oczywiście, że musimy być zaangażowani, stanowczy i przede wszystkim cierpliwi, bez tego nie ma szans na zwycięstwo. Dlatego też stanowczo powiem, że ludzie, którzy bronią ludobójczego reżimu Izraela są doszczętnymi moralnymi bankrutami. System, który pozwala na ludobójstwo, musi zostać zmieniony. ONZ – jakkolwiek był to świetny pomysł – dopóki nie wywalczymy demokracji na całym świecie, będzie głęboko niedoskonałą instytucją. Głównymi winowajcami tego, co się dzieje, są Stany Zjednoczone, bez których izraelskie ludobójstwo nie byłoby możliwe. Nie obchodzi mnie, co myśli o mnie Netanjahu czy Ben-Gvir [minister bezpieczeństwa narodowego Izraela – JD]. Nie obchodzi mnie też, co myśli o mnie Komisja Europejska i polski rząd. Historia jest po naszej stronie. Palestyna będzie wolna.

Nina Ptak: Załoga wygląda obecnie zupełnie inaczej niż w momencie, kiedy wypływaliśmy z Barcelony.

Kiedy nagrywam tę wiadomość, jest szesnasty dzień naszej podróży, wiele z dni spędziliśmy w różnych portach, czekając na naprawy. W związku z tym doszło do różnych zmian w załogach i niestety nie jesteśmy już jedyną w pełni kobiecą łodzią.

Wciąż jednak jest nas większość, do tego nasz zespół jest bardzo różnorodny pod względem wieku czy narodowości. Są u nas Palestynki, osoby z Hiszpanii, Szwecji, Norwegii, USA, Nowej Zelandii, Maroko, Francji, Turcji i Malezji. Część osób odpadła z powodów zdrowotnych, między innymi potwornej choroby morskiej. Tydzień na wodzie zweryfikował, czy niektóre osoby są w stanie dalej płynąć, czy nie. Mimo wszystko dobrze się stało, że nasza załoga się nieco zmniejszyła, bo dzięki temu jest chociażby więcej miejsca do spania. A i tak niektóre osoby śpią na materacach lub podłodze. Kajut i łóżek jest mało, zajmuje je załoga, która dba o to, byśmy bezpiecznie dopłynęły do Gazy.

Franek Sterczewski: Kiedy w połowie sierpnia dostałem zaproszenie do udziału we Flocie, usłyszałem, że potrwa ona jakieś dwa tygodnie. Niedługo minie miesiąc od naszego wypłynięcia z Barcelony i jeżeli ktoś by zadał pytanie, czy żałuję, że tego czasu nie spędzam z bliskimi lub na obowiązkach służbowych w Polsce, to powiedziałbym, że mimo iż nie jest łatwo, mimo iż tęsknię, to nie żałuję. Każdy moment poświęcony na zwalczanie ludobójstwa, głoszenie prawdy, zmuszanie rządów do kolejnych gestów, jak chociażby uznanie państwowości Palestyny przez Francję, Wielką Brytanię, Kanadę, Portugalię i Australię, jest ważny. Czekamy jednak na prawdziwe działania, zorganizowaną pomoc, sankcje na Izrael i wszystko, co może doprowadzić do przerwania ludobójstwa, które obserwujemy dwadzieścia cztery godziny na dobę. Uważam, że każdy powinien – na tyle, na ile może – działać w tym kierunku. Może to być udział w proteście, udostępnianie treści, przekonywanie bliskich. Wszystko jest ważne, by doprowadzić do zakończenia tego piekła, które spotyka Palestynki i Palestyńczyków. To moment próby dla naszej wrażliwości, empatii, solidarności. Po prostu człowieczeństwa.

Nina Ptak: Dzień dziewiętnasty lub dwudziesty, nie mam pewności. To jeden z aspektów tego wszystkiego, że kompletnie traci się poczucie czasu. Wiem, jaki dziś dzień tygodnia tylko dlatego, że jutro [w sobotę, 20 września – JD] będą protesty. Czekanie stanowi dużą część naszej codzienności – czekanie na informacje, na wypłynięcie, na naprawy. Przyznam, że to bardzo frustrujące. Z małych szczęść mogę wymienić za to fakt, że dostaliśmy dziś trochę pomidorów, cukinii, jabłek i pomarańczy. To naprawdę na wagę złota, bo normalnie nie mamy świeżego jedzenia. Nie jest to jednak powód do narzekań – wiemy, gdzie i po co płyniemy, wiemy, że posiadanie puszek z jedzeniem, niebycie głodnym, jest przywilejem. Najsmutniejszą informacją jest to, że musiała nas opuścić Aldia, Palestynka na co dzień mieszkająca w Hiszpanii. Ze względu na radę działu prawnego z ciężkim sercem zdecydowała się zrezygnować z dalszej podróży. Niestety izraelskie gazety piszą o niej jako o terrorystce, została wpisana na czarną listę, więc gdyby doszło do aresztowania, spędziłaby minimum rok w więzieniu. Mogłoby to się dla niej różnie skończyć, tym bardziej, że nie jest już młodą i silną osobą. Jakkolwiek było to bardzo trudne, uznała, że więcej zdziała na wolności, niż gnijąc w izraelskiej celi. Jej odejście wszystkich nas bardzo poruszyło i zasmuciło, tym bardziej, że to wspaniała kobieta, z ogromną wiedzą na temat historii, znająca teksty piosenek, opowiadająca niezwykle ciekawe rzeczy. Kolejne osoby też musiały zrezygnować, czy to z powodu choroby, czy dlatego, że podróż będzie najprawdopodobniej trwać dwa razy dłużej niż było planowane, już teraz wiadomo, że . Zaczynam tęsknić za znajomymi, rodziną, moimi roślinami, płytami, muzyką, która też mnie bardzo uspokaja i uziemia. Tutaj tego nie mam, więc o wiele trudniej jest mi się regulować.

Ewa Jasiewicz: W trakcie misji zdecydowanie praktykuję cierpliwość. Chociażby dlatego, że o ile moja łódź była gotowa do wypłynięcia, musieliśmy czekać na resztę, także w imię solidarności. Czuję wiele rzeczy: żałobę, nadzieję, ale przede wszystkim jestem skupiona na celu, nawet jeśli muszę radzić sobie z niepewnością, bo ciągle coś się zmienia. Czuję też oczywiście obawę, wiem, że może dojść do ataków na Flotę. Mam poczucie, że niektóre rzeczy, doświadczenia, przeżycia i widoki mogą być moimi ostatnimi. Wiem, że może, nawet jeżeli dopłyniemy do Gazy, zbombardują nas lub ludzi, którzy będą do nas biec po pomoc humanitarną. Tak samo, jak Damian Soból został zlikwidowany przez wojsko izraelskie, kiedy niósł pomoc humanitarną. Jednocześnie czuję dumę, że możemy się w ten sposób, całkowicie pokojowo, przeciwstawić i zachować zasady moralne.

Jak tak teraz o tym myślę, zaczynam być wkurzona, że opowiadam o tym, jak się czuję, bo to Gaza jest ważniejsza. Niech więc wybrzmi z mojej wypowiedzi, że mój znajomy z Gazy głoduje, tak samo, jak jego rodzina. Mieszkają w namiocie, wypadają im włosy, byli przesiedleni już osiem razy. Oni i wiele innych ludzi nie mają prądu, wody, ciągle są zagrożeni bombardowaniem. Chcę, żeby natychmiast zostały wprowadzone sankcje, trzeba zrobić wszystko, by Izrael zaprzestał ludobójstwa. Tak więc to, co izraelskie wojsko może zrobi mi, jest niczym w porównaniu do tego, co codziennie przeżywają osoby w Palestynie. Chcę, żeby kolejne osoby, w przyszłości, też walczyły z faszyzmem, ludobójstwem i okrucieństwem.

***

Izrael zaczął atakować Global Sumud Flotilla w czwartym tygodniu września. Wpierw, gdy statki cumowały w porcie w Tunisie, doszło do dwóch ataków dronowych. Niedawno, u wybrzeży Grecji kolejnych kilkanaście dronów zaatakowało statki, niektóre uszkadzając tak, że nie będą w stanie dalej płynąć. Nikomu nic się nie stało i członkinie oraz członkowie Global Sumud Flotilla nie ustają w walce i zamierzają kontynuować swoją misję. Po ostatnich atakach, w ramach wsparcia, Włochy wysłały dwie fregaty, a Hiszpania jedną, mające towarzyszyć statkom wiozącym pomoc humanitarną.

Nina Ptak: Jesteśmy po kilku atakach na Flotę. W trakcie największego, kiedy było kilkanaście dronów, wybuchy były mocno słychać, były blisko i ze dwa, trzy razy byłam pewna, że to nasz statek został zaatakowany, bo aż czułam ten huk w trzewiach. Nie dziwią mnie jednak te ataki, są kontynuacją tego, jak Netanjahu i jego ludzie próbują odwrócić wszystko do góry nogami, w tym nazywając nas terrorystami. Poziom absurdu, którym się posługują zaczyna być już wręcz komiczny i chyba nikt już im tak naprawdę nie wierzy. Tak samo nie dziwi mnie, że ONZ, chociaż w końcu jego komisja uznała, że Izrael dokonuje ludobójstwa, niespecjalnie mówi coś na temat naszej misji. Dla mnie, od lat działaczki w sprawach migracji, jasne jest, że ONZ to w dużym stopniu sztuczny twór, który służy do podtrzymywania status quo.

Jakkolwiek są to rzeczy, których się spodziewałam, nie zmienia to faktu, że oczywiście boję się, najbardziej pobytu w więzieniu. Nie miałam nigdy takiego doświadczenia, nie wiem, jak zareaguję na głodówkę, którą planujemy.

Boję się, że nie pijąc przez kilka dni w końcu się złamię i wezmę od izraelskich żołnierzy wodę. Co będzie, przekonam się już wkrótce, zaczynamy coraz bardziej przygotowywać się na intercepcję, bo zbliżamy się do Gazy. Trochę się stresuję, bo wszystko to zaczyna się urealniać w mojej głowie, ale też wiedziałam na co się piszę. Wszyscy zgodziliśmy się, że nie będziemy podpisywać papierów deportacyjnych, więc prawdopodobnie będzie się to wiązać z dłuższym pobytem w więzieniu. Mimo niechęci – związanej z brakiem dotychczasowych działań – do naszego MSZ, mam nadzieję, że jednak się za nami wstawi. Jesteśmy w końcu obywatelkami i obywatelami Polski, więc to ich obowiązek. Tak samo, jak zerwanie stosunków dyplomatycznych i ekonomicznych z Izraelem.

Pietro z Włoch: Oczywiście, że się trochę boję, każdy kto mierzy się z dużym niebezpieczeństwem musi się bać. Jednocześnie jednak wzmaga to moją determinację, bo wydaje mi się, że kiedy państwo reaguje takimi represjami oznacza to, że faktycznie może uda się coś zmienić na lepsze. Oni się tego boją, stąd ataki, które mają nas powstrzymać. Nie uda im się to jednak, tym bardziej, że wzmacnia nas to, że coraz więcej ludzi głośno mówi o sprawie Palestyny. Dopiero co, 22 września, we Włoszech odbył się związany z tym strajk generalny, chyba największy od trzydziestu lat. To pokazuje, że nasze działania już teraz przynoszą efekty.

Nur z Malezji: Ataki nie złamały naszego ducha. Jesteśmy ludźmi, więc jasne jest, że się martwimy i obawiamy, ale ważniejsze jest to, że utrzymujemy determinację i motywację, by osiągnąć cel. Idziemy naprzód z odwagę, wiarą i nadzieją.

Malcolm: Ilekroć dochodzi do takich ataków, mam świadomość, jak ważną misję mamy do wykonania. Te ataki pokazują tylko prawdziwą naturę ludzi, którzy próbują nas powstrzymać. Oczywiście martwię się tym, co będzie działo się w najbliższych dniach, wiem, że będą chwile strachu, ale to coś, co zwyczajnie trzeba przezwyciężyć.

Lorena Delgado Varas: W samym momencie ataków oczywiście się martwiłam. Później jednak byłam głównie wściekła, że Izrael ma czelność atakować pokojową łódź pełną cywilów, którzy przewożą pomoc humanitarną. Bardziej niż kolejnego ataku boję się braku reakcji świata na to. Wiem, że mogą nas porwać i uwięzić, przeraża mnie, że nasze rządy mogą w związku z tym nic nie zrobić. Od początku wiedzieliśmy, że to misja wysokiego ryzyka, ale wszyscy jesteśmy teraz jeszcze bardziej zdeterminowani, by ją kontynuować. Ta jedność też podnosi na duchu. Chciałabym jeszcze dodać, że nie widziałam rodziny, w tym córki, już miesiąc. Tęsknię za nimi, ale nie obniża to mojej motywacji i zaangażowania.

Baaz, mieszkaniec Birmingham: Jeszcze przed wypłynięciem spodziewaliśmy się ataków, informowano nas o tym podczas szkoleń i przygotowywano, co robić w takiej sytuacji. Kiedy więc to nastąpiło, nic w moich motywacjach się nie zmieniło. Już wkrótce zostaniemy pewnie o wiele mocniej zaatakowani, ale mimo to kontynuujemy naszą misję.

Ewa Jasiewicz: Brałam już kiedyś udział w takiej Flocie, doświadczyłam masakry na morzu, kiedy wojsko izraelskie zabiło dziesięć osób. Kiedy więc teraz nas zaatakowano, nie było to dla mnie aż tak poważne. Dalej czuję się bardzo zdeterminowana, by przełamać blokadę i dotrzeć do Gazy. Kolejne dni mogą być o wiele bardziej niebezpieczne, bo jesteśmy coraz bliżej celu. Niezależnie jednak co się wydarzy, tak jak działałam w sprawie Palestyny przez ostatnie dwadzieścia pięć lat, tak jeśli będzie trzeba, będę to robić kolejne dwadzieścia pięć.

***

1 października 2025 roku, w godzinach wieczornych, doszło do intercepcji. Okręty Izraela otoczyły kolejne łodzie, zajęły je i porwały płynących nimi ludzi, w tym przedstawicieli Polski – Franka Sterczewskiego, Ninę Ptak, Omara Farisa oraz Ewę Jasiewicz. Najprawdopodobniej trafią oni, wraz z osobami z innych krajów, do więzienia. W odpowiedzi na te wydarzenia w wielu krajach Europy – w tym Polsce – ludzie postanowili wyjść na ulice, by demonstrować w ramach solidarności z Global Sumud Flotillą.

Może Cię zainteresować

wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 

Grantor

kpo getLogotypesStrip