Mariusz Szczygieł

Cudowne okulary

Felieton

Mariusz Szczygieł o tym, jak zakochać się w Pradze

Kiedy pierwszy raz pojechałem do Pragi, wczesną wiosną dwutysięcznego roku, nie było tam zbyt wielu turystów. Miałem przeprowadzić wywiad z Heleną Vondráčkovą w kawiarni Savoy. Mieści się ona za mostem Legii, na granicy Malej Strany i Smíchova. Taksówkarz z dworca naciągnął mnie na duże pieniądze, nie znałem ani słowa po czesku.
Kiedy po tej rozmowie wyszedłem, wracałem pieszo mostem w stronę alei Narodowej. Przede mną puszył się Teatr Narodowy, a po bokach miałem szerokie lustro rzeki. Od razu zapomniałem o taksówkarzu oszuście i szybko poczułem, że właśnie to miasto pozwala mi oddychać, podczas gdy Warszawa ściska za gardło. Miałem wtedy popularną w Polsce twarz i ciągle czułem się kontrolowany. Pamiętam, jak w tramwaju na moście Poniatowskiego pewna pani powiedziała mi, że nie wypada obgryzać paznokci. A za dwa dni byłem w Pradze i nikt mnie nie znał. Nikt.
Poczułem, że to mój azyl, a szybko okazało się, że nawet duchowe sanatorium.

*
Jest takie wyznanie Kafki, na które trafia każdy początkujący pragofil. 

Franz Kafka

„Praga nas nie puści. Ta mateczka ma pazury!”

Mam na koncie jeszcze dwa późniejsze romanse: z Budapesztem i Nowym Jorkiem. To miasta, w których poczułem się u siebie. A jednak do Pragi zawsze wracam, bo nie puszcza.
Może dlatego ludzie tak dużo podróżują – bo podświadomie szukają najlepszego dla siebie miejsca. Niekoniecznie muszą tam wyjechać na stałe, chodzi o to, żeby mieć w życiu ostateczne usprawiedliwienie naszych nieszczęść: „Ach, gdybym tam zamieszkał, wtedy…”.
Szukamy adresu swojego potencjalnego raju, do którego zawsze się można odwołać. I w Pradze wiedziałem: to jest to miejsce.
Moja przyjaciółka, nieżyjąca już aktorka Zofia Czerwińska, mawiała z wyrzutem: „I znów jedziesz mnie zdradzać z tą Pragą czeską”. Na co ja: „Zosiu, ona jest od ciebie znacznie starsza”. A Zosia: „Ale ładniejsza!”.

fot. Filip Springer / Wydawnictwo Dowody

 

W moją pierwszą podróż do Pragi zabrałem „praski” numer „Zeszytów Literackich”. Były tam fragmenty książki włoskiego autora Angela Marii Ripellina w tłumaczeniu Haliny Kralowej. Zachwyciły mnie, zwłaszcza opis cmentarza żydowskiego na Josefovie. Postanowiłem zdobyć książkę w całości, gdy wrócę do Warszawy. Miałem szczęście, bo w księgarni Państwowego Instytutu Wydawniczego na Foksal sprzedano mi – jak powiedziała księgarka – ostatni egzemplarz, jaki wydawnictwo miało na stanie.
Zawsze, kiedy mówię o tej książce i jej autorze, czuję się jak proboszcz, który zachwyca się papieżem i jego encykliką.
„Jeszcze dzisiaj, co noc o piątej, ubrany na czarno Franz Kafka w meloniku wraca na ulicę Celetną (Zeltnergasse) do swojego domu. Jeszcze dzisiaj, co noc, Jaroslav Hašek obwieszcza w jakiejś knajpie towarzyszom hulanki, że radykalizm jest szkodliwy i że zdrowy postęp osiągnąć można tylko przez posłuszeństwo. Praga żyje nadal pod znakiem tych dwóch pisarzy, którzy lepiej od innych wyrazili ciążący nad nią nieodwołalnie wyrok, a co za tym idzie jej niepokój, humory, sprytne wybiegi, udawanie, wisielczą ironię” – tak zaczyna się królowa książek o Pradze.
Jej autor był miłośnikiem czeskiej literatury, profesorem slawistyki z Rzymu. Tłumaczył czeskich poetów. Praga magiczna jest syntezą wszystkich jego talentów: poetyckiego, przekładowego i eseistycznego. Wielki poeta Vladimír Holan twierdził:

Vladimír Holan

Ten Włoch opanował język czeski jak Czech, ale o czeskiej poezji wie więcej niż nasi najlepsi znawcy

Za to, że Ripellino potępił interwencję wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, władze komunistycznego kraju nie pozwoliły mu już nigdy wrócić do Pragi. Stworzył więc swoją książkę z miłości i tęsknoty. We Włoszech ukazała się w roku 1973, a u nas już po upadku komunizmu: w Czechach w 1992, w Polsce w 1997 roku. Do czasu drugiego wydania w Wydawnictwie Dowody na aukcjach internetowych osiągała sumę nawet 350 złotych.

*

Dobrze pamiętam, jak czytałem dalej jej pierwszą stronę.
„Jeszcze dzisiaj dwóch kulejących żołnierzy z bagnetami na karabinach prowadzi rankiem Józefa Szwejka z Hradczan przez most Karola ku Staremu Miastu, a w odwrotnym kierunku jeszcze dziś, nocą, przy świetle księżyca, dwóch schludnych, tłustych kabotynów, dwa manekiny rodem z panoptikum, dwa automaty w żakietach i cylindrach prowadzą tym samym mostem Józefa K. na egzekucję do kamieniołomu na Strahovie”… – i miałem ochotę jechać natychmiast do Pragi, odczekać do trzeciej nad ranem i wyjść na most Karola. Oczywiście w rzeczywistości noc na tym moście nie gwarantuje żadnych przeżyć metafizycznych. Uniemożliwiają je pijani obywatele świata. Chyba że przyjdzie się w noc mglistą…

fot. Filip Springer / Wydawnictwo Dowody

Wtedy, za pierwszym razem, przeszedłem dalej, w stronę Teatru Narodowego, skąd wiedzie przez Wełtawę wspomniany przeze mnie most Legii. Z niego na Malej Stranie skręciłem w ulicę Zborovską, a z niej w Plaską i dopiero tam poczułem się jak „kulawy wędrowiec” Josefa Čapka, który kroczy znikąd donikąd, a jego podróż jest wędrówką między narodzinami a śmiercią, „z nieokreślonego miejsca w miejsce jeszcze trudniejsze do sprecyzowania”.
Motyw wędrowca pojawia się w całej czeskiej i niemieckiej literaturze praskiej. Ripellino nim się fascynuje i odkrywa „marsz pozorny, który jest całkowitym bezruchem”. Czy aby nie jest to charakterystyczne dla całej Europy Środkowej? Na tym skrawku ziemi – o którym czeski eseista Josef Kroutvor pisał, że tu nawet geniusz przegrywa z przeciętnością – historia nie jest nauczycielką i wszystko uporczywie wraca do przedwczoraj. Każdy krok naprzód to krok wstecz i chyba tylko magią można go wytłumaczyć.
Nuworysz praski – bo tak mogę powiedzieć o sobie sprzed ponad dwudziestu lat – zaopatrzony już w ów ostatni egzemplarz Pragi magicznej z księgarni PIW, łaknął magii. Na pustej o tej porze ulicy Plaskiej z dziewiętnastowiecznymi kamienicami, nie dość reprezentacyjnymi, żeby panoszyć się w śródmieściu, ale dość szykownymi na robotniczy Smíchov, zadarłem głowę.

Josef Kroutvor

Tu nawet geniusz przegrywa z przeciętnością – historia nie jest nauczycielką i wszystko uporczywie wraca do przedwczoraj.

Nad pierwszymi piętrami co kilka metrów wisiały rozpostarte między domami kable, na których świeciły latarnie. Nad nimi panowała ciemność. Trzecie, czwarte czy piąte piętra zmurszałych kamienic niknęły w mroku. W żadnym oknie nie świeciło się światło (prażanie chodzą spać dość wcześnie; drugą w nocy nazywają drugą nad ranem, gdyby nie turyści, po dwudziestej pierwszej byłoby to wymarłe miasto). Nieprzeniknione piętra domów nad linią światła działały na moją wyobraźnię. To gdzieś tam Józef K. miał czekać na swój proces, a w biedermeierowskich szafach piętrzyły się akta spraw…
Przyznacie, że człowiek ma prawo domagać się swego, jeśli zdobył ostatni egzemplarz książki, jaki oferowano na sprzedaż cztery lata po jej wydaniu. Byłem przekonany, że wszyscy przybywają do Pragi po magię.

fot. Filip Springer / Wydawnictwo Dowody

Jednakże to słowo w Pradze magicznej Ripellina pojawia się zadziwiająco rzadko. „Magia” użyta jest w niej tylko dziewięć razy. Włoch w ogóle nie tłumaczy, co przez nią rozumie, jakby traktował ją jako pojęcie rudymentarne, które nie wymaga wyjaśnień. Każdy wie, co to jest – i już. „Magia Pragi – pisze – wiązała się w dużym stopniu z faktem, że było to miasto trzech narodów (Dreivolkerstadt): czeskiego, niemieckiego i żydowskiego. Przemieszanie i tarcia między trzema kulturami nadawały czeskiej stolicy osobliwy charakter, stanowiły o niezwykłym bogactwie środków i impulsów”.
Słowa „magiczna, magiczny” występują u Ripellina – jak policzyłem – czterdzieści sześć razy i zawsze są to magiczne latarnie, lustra, sztuczki, poczynania czy dwuznaczności. Tyle że nie wiemy, co tak naprawdę przez ten przymiotnik rozumiał. Może celowo tego nie wyjaśniał. Może chodziło mu o to, żebyśmy wędrowali przez to miasto i sami odkryli, że magiczność oznacza bajkę, w którą chce się wskoczyć bez względu na konsekwencje?

Mariusz Szczygieł

Byłem przekonany, że wszyscy przybywają do Pragi po magię.

Pragę magiczną można czytać na wyrywki. Autor znał chyba wszystko, co do jego czasów o tym mieście napisano. Cytuje i syntetyzuje to, co najważniejsze. Mamy Pragę z utworów Kafki, Haška, Hrabala, Nezvala, Werfla, Kischa, Čapka… Mamy Pragę w wizji Rudolfa II i Karola IV. Mamy Pragę kubistyczną, impresjonistyczną, secesyjną. Mamy Pragę z legend, z poezji, z romantycznych powieści grozy. Włoski slawista zajmuje się przeróżnymi twarzami tego miasta.

fot. Filip Springer / Wydawnictwo Dowody

A propos twarzy, a właściwie głowy… Na tyłach centrum handlowego Quadrio obraca się od kilku lat ruchoma głowa Kafki. Wysoka na dziesięć metrów, ma czterdzieści dwa pierścienie, które przesuwają się w różnych kierunkach. Fascynuje mnie ona jako ruchoma metafora naszego umysłu. Kiedy zobaczyłem tę głowę, byłem urzeczony, jak David Černý, bo to jego dzieło, znów umiał zsyntetyzować, co trzeba. Ripellino pisze, że mając w pamięci Kafkę, zawsze widzi „ową niepewność istoty ludzkiej znajdującej się na marginesie. Człowiek schwytany w pułapkę zawiłych maszynerii nie decyduje sam o własnym losie, robi to za niego ktoś inny. A żeby przetrwać, nieszczęsny człowiek musi szukać wybiegów i wymyślnych strategii”.

Uwielbiam patrzeć, jak poszczególne płaszczyzny tej głowy nawzajem się szukają, żeby choć raz ułożyć się w harmonii.

 

Mariusz Szczygieł

Warto zwiedzać Pragę z Ripellinem. Niewiele tylko jest u niego o czeskim piwie.

Przecież najstarsza istniejąca knajpa z własnym piwem powstała w 1499 roku i istnieje do dziś! Ale może dla Włocha ważniejsze było wino? W każdym razie, gdyby żył, przesłałbym mu do nowego wydania książki cytat z mojego taty, który w wieku osiemdziesięciu sześciu lat w lokalu Planeta Žižkov stwierdził: „Czeskie piwo, ja ci powiem, jest bardzo mądre”. „Mądre” – zdziwiłem się. „No tak, bo po nim czuję się chętny do życia, a nie ospały, więc musi być w nim mądrość”.

fot. Filip Springer / Wydawnictwo Dowody

Królowa Mądrość jest zresztą czeską postacią literacką.
Po klęsce Czechów w bitwie pod Białą Górą, kiedy katoliccy Habsburgowie zajęli ten protestancki kraj, Jan Ámos Komenský, młody duchowny z Jednoty Braci Czeskich, musiał opuścić swój dom. „Najemne zbiry – pisze Ripellino – spaliły mu bibliotekę, zaraza zabrała żonę i dwoje dzieci. Z odrazy do bestialstwa i z cierpienia rodzi się jego »labirynt«”. Czyli traktat Labirynt świata i raj serca, w którym Pielgrzym udaje się w świat, aby poznać ludzi.
„Dwóch przewodników wychodzi mu naprzeciw: Wszystkowiedzący Wszędobylski (Všezvěd Všudybud), który zakłada mu na szyję cugle Ciekawości, a w usta kładzie munsztuk Uporu, i Omam (Mámení), dziwacznie ubrany i owinięty mgłą, nakazujący mu założyć okulary ze szkła Wątpliwości, oprawione w róg Nawyku, bo królowa świata, Moudrost (Mądrość) lub Marnost (Próżność), nie chce, by ludzie patrzyli nieosłoniętymi niczym oczami. Okulary cudowne: »temu, kto przez nie patrzył – twierdzi Pielgrzym – rzecz oddalona zdawała się bliską, a rzecz bliska daleką; mała wielką, a wielka małą; nudna piękną, a piękna nudną; czarna białą, a biała czarną...«”.

Zaręczam państwu, że książka "Praga magiczna" to właśnie takie okulary, przez które inaczej niż dotąd spojrzycie na to miasto.

"Praga magiczna" to – jak mówi Mariusz Szczygieł – biblia kultury czeskiej. Po dwudziestu czterech latach od pierwszego wydania w Polsce trafia w ręce Czytelników nowa edycja bestsellera, której autorem jest włoski slawista Angelo Maria Ripellino, a tłumaczką znakomita italianistka Halina Kralowa. Dla miłośników Pragi i czeskiej kultury – lektura niezbędna. Autor uchodzi we Włoszech za jednego z najbardziej przenikliwych znawców polskiej, czeskiej i rosyjskiej literatury. Praga magiczna z 1973 roku jest syntezą wszystkich jego talentów: poetyckiego, przekładowego i eseistycznego. Wielki poeta Vladimír Holan twierdził, że „ten Włoch opanował język czeski jak Czech, ale o czeskiej poezji wie więcej niż nasi najlepsi znawcy”.
TĘ KSIĄŻKĘ KUPISZ
TUTAJ

Może Cię zainteresować

wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 

Grantor

kpo getLogotypesStrip