Ta historia jest zbyt ułożona, zbyt gładka, wszystko toczy się w niej po myśli reporterki: chętny do rozmów ośmiolatek, który strzela bon motami, matka nieodróżniająca dobra od zła, kolejne postaci, które doskonale dopasowują się do tekstu, do jego mocnego wydźwięku, jak rekwizyty, które mają potwierdzać sensacyjną tezę. Dom Jimmy’ego wygląda jak scenografia filmu z lat osiemdziesiątych XX wieku – tak, jak wyobrażają je sobie dobrze ubrani reprezentanci wyższej klasy średniej.
To, że żaden z redaktorów, w tym uznawany za legendę zawodu Ben Bradlee, nie zakwestionował niektórych fragmentów, jest doprawdy zastanawiające. Może czytali pobieżnie. Może potrzebowali mocnego tekstu na okładkę, może trzeba było wtedy pisać o heroinie. Może tak właśnie sobie wyobrażali środowiska osób uzależnionych, a Janet Cooke przyniosła im obrazek, dla którego te ich wyobrażenia świetnie pasowały.
No i jak wspaniale wpasowała się w stereotyp skutecznej, produktywnej reporterki: ta pewność siebie, ta ambicja, te jedwabne koszule i luksusowe żakiety.
Janet Cooke miała dwadzieścia pięć lat, kiedy zdobyła najważniejszą dziennikarską nagrodę w Stanach Zjednoczonych – i kiedy musiała ją oddać.
Redaktorzy „Post” obiecywali jej ponoć, że będą ją wspierać, że jej pomogą, ale przestała pisać, jej teksty chyba nie były dobrze widziane.
Wyszła za mąż, potem się rozwiodła, przez jakiś czas pracowała w jednym z butików w domu towarowym, w wymiarze etatu, który nie dawał ubezpieczenia zdrowotnego. Od lat nie chce udzielać wywiadów, zgodziła się na kilka wypowiedzi zaraz po tym, jak ujawniono aferę. Kilka lat później odezwała się do swojego byłego chłopaka, także pracownika „Washington Post”, Mike’a Sagera i namówiła go na rozmowę, na podstawie której najpierw opublikował artykuł w magazynie „GQ”, a w 2013 roku książkę Janet’s world. To niewielka objętościowo pozycja, niecałe sto stron, na których Sager relacjonuje przebieg wydarzeń z jesieni 1980 roku i uzupełnia o komentarz własny i samej Cooke, która postanowiła opowiedzieć swoją wersję tej historii. Wydawało jej się, że dzięki temu stanie na nogi, zamknie rozdział. Wyglądało na to, że było to możliwe – w Hollywood planowano nakręcić film o jej historii. A jednak znowu nie wyszło, film utknął na etapie planów, a Janet Cooke nie wróciła do pisania.
Janet Cooke kłamała od dzieciństwa. Żeby dobrze wypaść, żeby surowi ponoć rodzice byli z niej zadowoleni. W redakcji „Post” chciała zabłysnąć, wybić się, pokazać, że może wszystko. Czuła ogromną presję na wynik, na przynoszenie mocnych historii i ważnych tematów. To zresztą doświadczenie wielu reporterek i reporterów gazety, sam Sager też to podkreślał: redaktorzy zarządzali przez presję na doskonałość.