Jędrzej Dudkiewicz

Chcę wybrać naukę, ale nie do końca czuję, że nauka chce wybrać mnie

Relacja

fot. Jędrzej Dudkiewicz

3% dla nauki, 100% dla Polski – pod tym hasłem 27 maja 2026 roku pod Sejmem odbył się największy w historii protest środowiska naukowego w Polsce.

Do Warszawy przyjechało kilka tysięcy ludzi związanych z nauką z całego kraju. Wśród trzech głównych postulatów znalazły się „Pracownicy sektora nauki muszą mieć za co żyć”, „Stabilne i godne warunki dla studentów i doktorantów” oraz „Badacze muszą mieć za co prowadzić badania naukowe”. Zostały one przekazane na ręce przedstawicieli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, w kierunku których skandowano m.in. „Dość gadania, czas finansowania”, słychać też było gwizdy.

Kilka minut po trzynastej zgromadzenie, którego liderki i liderzy zgromadzili się pod Pomnikiem Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego, oficjalnie się rozpoczęło. Nieopodal budynków Parlamentu zaroiło się od ludzi, często bez trudu można było rozpoznać, jaki instytut, wydział i uczelnię dana grupa reprezentuje, bo jej członkinie i członkowie mieli odpowiednie emblematy. A także wiele transparentów, na których widniały napisy „Być może noblista jest wśród nas. Pytanie, czy zostanie w Polsce?”, „Chcecie odkryć czy rolek na tik-toku?”, „Miłością do nauki się nie najem”. Tym, co zwracało uwagę, było sieciowanie się ludzi w tłumie - jedna z osób, które zagadnąłem, powiedziała, że spotkała na proteście inne osoby z uczelni i miała okazję je lepiej poznać. Po mniej więcej półtorej godziny oficjalny protest się zakończył, ale na miejscu zostało sporo uczestników i uczestników, by dokończyć toczące się dyskusje.

Udało mi się porozmawiać z osobami, które brały udział w proteście – przedstawicielkami i przedstawicielami uczelni z kilku miast, zajmujących różne stanowiska, z różnymi doświadczeniami, ale zjednoczonymi celem. Opowiedzieli mi o swoich motywacjach, postulatach i o tym, czym się zajmują.

Kinga Andrzejak, przewodnicząca Związków Zawodowych Instytutu Ochrony Roślin Państwowego Instytutu Badawczego z Poznania:  Specjalnie wstałam dziś o piątej rano, żeby przyjechać tu dziś razem z koleżankami i kolegami. Odkąd pracuję w instytucie naukowym, czyli już od ponad dwudziestu lat, mamy niskie finansowanie. Ono nie tylko nie rośnie, w ostatnich latach wręcz spada. Dosłownie głodujemy, ludzie zarabiają minimalną pensję lub nieco powyżej niej – zarówno doktorzy, jak i specjaliści oraz cała obsługa administracyjna. Tak dłużej być nie może. Jak długo można zarabiać tak mało, że konieczne jest dorabianie na dodatkowych etatach, co nie pozwala w pełni skupić się na pracy naukowej? Pracy, która jest istotna, bo zajmujemy się chociażby ochroną żywności, wody, zagrożeniami ze strony przeróżnych patogenów. Bez tego, co robimy, rolnikom nic by nie urosło na polach.

Marcin Szymon Filipiak, adiunkt w Centrum Zaawansowanych Materiałów i Technologii Politechniki Warszawskiej: Wziąłem dziś urlop, by móc być na proteście. Walczymy o wyższe pensje, zwiększenie finansowania dla nauki, bo obecne warunki są co najmniej niesprzyjające. To powoduje, że największe talenty często uciekają z kraju. Żeby ich zatrzymać, by państwo mogło szczycić się klasą inteligencką, musimy radykalnie zwiększyć nakłady na finansowanie nauki. Ja zajmuję się biosensorami do diagnostyki point of care, czyli urządzeniami analitycznymi, które wspomogą lekarzy w szybkiej diagnostyce przy łóżku pacjenta – jest to coś pomiędzy chemią, biologią, fizyką i elektroniką. Uważam, że obecny system musi być zmieniony i dlatego tu jestem. Jednocześnie robię już kroki w kierunku tego, by z niego wyjść, w tym celu złożyłem start-up.

 Magdalena Gomółka, doktorantka w Instytucie Nenckiego PAN w Warszawie, inżynierka procesów w Łukasiewicz-PORT we Wrocławiu: To dla mnie intensywny dzień, bo wsiadłam w pociąg o 6:58 i jeszcze dziś wracam do Wrocławia. Uważam jednak, że warto, bo czekałam dobre trzy lata, aż w końcu, jako środowisko naukowe, wkurzymy się na tyle, by się zebrać i wyjść na ulice, powiedzieć, co myślimy o sytuacji w polskiej nauce. Sama jestem na rozdrożu, bo chociaż chcę wybrać naukę, to nie do końca czuję, że nauka chce wybrać mnie. Przynajmniej ta w Polsce. Chcę tu jednak zostać i będę szukać sposobów, by było to możliwe. Wizja wyjazdu zagranicę jest raczej odległa, co nie znaczy, że niemożliwa. W swoim doktoracie badam epigenetyczne dziedziczenie efektów traumy wczesnodziecięcej, co ma szczególnie duże znaczenie zwłaszcza teraz, że względu na trwającą wojnę w Ukrainie. Dzieci, które doświadczają obecnie tego koszmaru, są obciążone znacznie większym ryzykiem różnych zaburzeń neuropsychiatrycznych. Istotne byłoby dowiedzieć się, co za to odpowiada, bo wtedy można będzie podjąć kroki, które pozwolą im na lepsze funkcjonowanie w przyszłości.

Krystian Szadkowski, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor habilitowany: Dołączyłem do protestu, bo polska nauka od początku lat dziewięćdziesiątych jest systematycznie głodzona przez polityków wszystkich opcji. Dlatego też polskiej nauce należy się nie tylko 3% PKB przez długi czas, ale również reparacje za lata zwolnień i niszczenia warunków do tego, byśmy mogli odnosić sukcesy na miarę naszych zachodnich koleżanek i kolegów. Na proteście jestem także dlatego, że nie można dopuszczać do tego, by ludzie zatrudnieni w nauce musieli, jak sugeruje im minister Kulasek, dorabiać na dodatkowych stanowiskach, łączyć etaty. Kwestie pracownicze są dla mnie ważne, bo sam jestem w Związku Zawodowym Nauczycieli Akademickich UAM, a większość moich studentek i studentów należy do Inicjatywy Pracowniczej. Celowo wcześniej wspomniałem o latach dziewięćdziesiątych także dlatego, że już wtedy nasza droga rozwojowa została określona jako ta, która odbywa się w oparciu o imitację, zakup zachodnich technologii. Dziś, gdy toczy się wojna za naszą wschodnią granicą, jeszcze wyraźniej widać, że to ślepa uliczka. Dokonujemy wielkich zakupów zbrojeniowych, zamiast rozwijać własne technologie. Silna nauka jest zatem częścią bezpieczeństwa zewnętrznego, ale też fundamentem zdrowego społeczeństwa, które może podejmować suwerenne decyzje dotyczące najważniejszych spraw. W tym sensie brak dobrze finansowanej i dobrze działającej nauki sprawia, że jesteśmy w zasadzie państwem kolonialnym.

Leszek Nowakowski, doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Ścisłych i Społecznych na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie: Od dekad finansowanie nauki maleje w stosunku do PKB, tego samego miernika, który co roku rośnie. Jesteśmy w końcu dwudziestą gospodarką świata, a nasz najlepszy uniwersytet jest na 650. miejscu, co jest skandalem. Nie może być tak, że doktorat to w zasadzie bardzo drogie hobby, bo przez pierwsze dwa lata pracy zarabia się poniżej najniższej krajowej*, więc konieczne jest dorabianie w innych miejscach. Tymczasem doktorat to tak naprawdę praca na dwa etaty. Zastanawiam się, czy wiązać swoją przyszłość z nauką, bo wynagrodzenia w niej są takie, że żaden szanujący się pracownik nie chciałby tyle zarabiać. Robię wiele rzeczy z pasji, ale przecież za coś trzeba żyć.

Weronika Dąbrowicz, studentka na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego: Jestem na proteście głównie ze względu na bardzo złe warunki zatrudnienia w polskiej nauce. Na naszej uczelni dochodzi do prekaryzacji, wykorzystuje się dodatkowo fakt, że naukę uznaje się w Polsce za związaną z prestiżem i misją. Tymczasem szeroko pojęta władza wyzyskuje ludzi, zatrudnionych nie tylko na najwyższych stanowiskach czy w administracji, ale też osoby, które pracują w szatniach czy jako ochroniarze. Chciałabym, żeby to się zmieniło, chciałabym też, żeby doktoranci byli traktowani jak pracownicy. Oni wiążą przyszłość z uczelnią, wykonują realną pracę na jej rzecz, więc jest dla mnie niezrozumiałe, że otrzymują tak niskie wynagrodzenia. Sama chciałabym zajmować się nauką o miastach, które są ważne pod każdym względem – ekonomicznym, klimatycznym, społecznym. Musimy rozumieć zmiany, które w nich zachodzą, a które nie zawsze są korzystne, a nasze państwo powinno tworzyć jak najlepsze, najbardziej inkluzywne warunki do rozwoju.

Stanisław Krawczyk, socjolog pracujący na Uniwersytecie Wrocławskim: Walczę tu o przyszłość Polski i naszego społeczeństwa. Inwestycja w naukę jest właśnie inwestycją w przyszłość, czego nie rozumieją politycy myślący wyłącznie w perspektywie najbliższych wyborów. Musimy sprawić, żeby ta ignorancja zaczęła ich kosztować i myślę, że ten protest jest bardzo dobrym początkiem. W swojej pracy zajmuję się badaniem szkolnictwa wyższego, w tym nierówności w nauce oraz wykorzystaniem gier wideo do budowania soft power przez różne państwa. I o ile sam sobie pewnie jakoś poradzę, to jestem tu też dla młodszych koleżanek i kolegów, którzy – jeśli nic się nie zmieni – mogą nie chcieć zajmować się nauką.

Tomasz Wawrzyniak, doktor, adiunkt w Instytucie Geofizyki PAN: Mimo kilkunastu lat pracy w tym zawodzie, gdyby nie moja żona, nie mógłbym sobie pozwolić na to, by ją kontynuować. Robię zresztą wiele rzeczy, żeby było to możliwe. Oprócz koordynacji monitoringu meteorologicznego i hydrologicznego prowadzonego w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund – Svalbard, biorę udział w wielu projektach edukacyjnych, wykładach dla Uniwersytetów III wieku i szkół podstawowych, webinariach, piknikach naukowych. Robię to również dlatego, że nasze pensje są głodowe i większość ludzi w moim wieku myśli o zmianie pracy. Nie ma się co dziwić, bo koszty życia rosną, nie mówiąc o cenach mieszkań w Warszawie. Tylko nasze wynagrodzenia są na stabilnie niskim poziomie.

Marta Klimczak-Ludowska, doktorantka językoznawstwa na UW: Bardzo chciałabym pracować naukowo, ale już teraz wiem, że prawdopodobnie wybiorę inną drogę. Zostanie asystentem na uczelni to droga dla radykalnych ideowców, a nie ludzi, którzy muszą spłacać kredyt hipoteczny, utrzymać się i chcą założyć rodzinę. Na transparencie mam, zweryfikowany jeszcze dzisiaj, napis, że nasze państwo wycenia dwudziestoletnią pracę asystenta na uczelni publicznej na mniej niż wynosi wartość czterdziestosześciometrowego mieszkania w Warszawie. To zwyczajnie haniebne. Mam w sobie wielką niezgodę na ten stan rzeczy, więc jestem tu dziś, by spróbować coś zmienić.

Jacek Kuźnicki, neurobiolog w Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie: Od ponad czterdziestu lat jestem w nauce i widzę postępującą degradację, wynikającą nie tylko ze zmniejszonego finansowania, ale też z błędnej ewaluacji i upadku etosu nauki. Wspieram dziś przede wszystkich młodych ludzi, by mieli godne pensje. Jednocześnie chciałbym sensownej rozmowy o reformie nauki w Polsce, bo jeśli to się nie zmieni, to nawet 5% PKB nie zmieni radykalnie jej jakości. Konieczne jest całkowite odrzucenie ewaluacji punktowej, wprowadzenie zamiast niej takiej, która byłaby przeprowadzana przez eksperckie grupy pozbawione konfliktu interesów.

Mirosława Hordy, doktor w Instytucie Językoznawstwa Uniwersytetu Szczecińskiego: Oprócz tego, że od ponad dwudziestu lat jestem pracowniczką naukowo-badawczą, jestem też koordynatorką kierunku przekład rosyjsko-polski. Musiałam zerwać się dziś o czwartej rano, by przyjechać na protest, ale chcę walczyć o to, byśmy mogli godnie żyć i pracować dla dobra nas wszystkich. My nie tylko prowadzimy badania, ale też kształcimy przyszłych nauczycieli, ekonomistów, prawników. Cieszę się, że w końcu głośno wyrażamy sprzeciw względem tego, co dzieje się w polskiej nauce, która jest ładnych kilka kroków za innymi grupami społecznymi. Do tej pory funkcjonowaliśmy w tym systemie i dokładaliśmy do tego, by wciąż działał. Gdy pytają mnie, czy zachęcam młodych ludzi do pracy naukowej, to odpowiadam, że wielu zdolnym osobom mówię, że mają potencjał, ale jednocześnie uczciwie przybliżam też, jak wygląda sytuacja. To, że po tych wszystkich latach pracy moje wynagrodzenie wynosi siedem tysięcy z małym kawałkiem brutto, sprawiło, że straciłam większość poczucia sensu tego, co robię. Nie stać mnie na to, żeby pojechać z dziećmi na tygodniowe wakacje do Bułgarii. A to jest praca, która wymaga wysiłku – oprócz badań, publikacji, dydaktyki (która też wymaga solidnego przygotowania zajęć), to jest organizowanie konferencji, promowanie instytutu, robienie wykładów w szkołach średnich. Pełnimy też często funkcje administracyjne. Jako koordynatorka kierunku zajmuję się przestrzeganiem reguł, planów, procedur, by spełnić wymagania Państwowej Komisji Akredytacyjnej. To bardzo odpowiedzialne zadanie, a za jego wykonywanie dostaję rocznie pięć godzin dziekańskich do pensum, czyli pięć razy 45 lub 50 złotych brutto. W takich właśnie warunkach pracujemy. Nie rozumiem tego, nie wiem, dlaczego nie możemy wykorzystywać potencjału wielu ludzi na rzecz dobra naszego kraju i społeczeństwa. Uważam, że wiedza jest ogromną wartością, więc chociaż wspomniałam o traceniu sensu, to takie wydarzenia jak dzisiejszy protest dają mi nadzieję, że uda się zawalczyć. O szacunek, godność i zmianę na lepsze dla polskiej nauki.

 

 

*W 2026 roku stypendium przed oceną śródokresową (a więc przez pierwsze dwa lata nauki w szkole doktorskiej) wynosi 4 242 złote brutto (ok. 3 168 netto), natomiast po pozytywnej ocenie śródokresowej 5 340,90 zł brutto (ok. 4 881 zł netto).

Może Cię zainteresować

Felieton
Wojciech Orliński
SEO SREO

Pojęcie enshittification („zgównienie”) zostało wylansowane przez Cory’ego Doctorowa. Według niego internetowe korporacje działają podobnie do króla Midasa - też zamieniają wszystko, czego się dotkną, w jedną substancję, acz znacznie mniej szlachetną.

Esej
Anka Wandzel
Byle do wiosny

W nowym autorskim cyklu esejów Anka Wandzel pisze o przednówku - czasie nie oczekiwania, lecz przygotowań, wytężonej pracy na rzecz lepszej przyszłości: wybudzania, gromadzenia wody, rozwijania liści, przybierania na wadze: „Przełom lutego i marca, mimo słoty i pustki, to dobry moment, żeby ocknąć się z zimowego otępienia i zacząć na nowo działać we współpracy ze światem”.

Felieton
Mariusz Szczygieł
Cudowne okulary

Byłem przekonany, że wszyscy przybywają do Pragi po magię. Jednakże słowo „magia” u Ripellina pojawia się zadziwiająco rzadko – zaledwie dziewięć razy. Włoch w ogóle nie tłumaczy, jak je rozumie, jakby traktował je jako pojęcie rudymentarne, które nie wymaga wyjaśnień. Zawsze, kiedy mówię o „Pradze magicznej” i jej autorze, czuję się jak proboszcz, który zachwyca się papieżem i jego encykliką.

Felieton
Julia Fiedorczuk
Historie utraty

Pismo ułatwia przypominanie sobie rzeczy, ale pamięć, jako pewną organiczną ludzką zdolność, osłabia. Właśnie taka jest natura farmakonu: nowe narzędzia nie tylko dostarczają nowych możliwości, ale i bezpowrotnie nas zmieniają. Samo w sobie nie jest to oczywiście ani dobre, ani złe. Ten sam rodzaj rozumowania można przez analogię zastosować do kolejnych „technologii intelektualnych”.

wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 

Grantor

kpo getLogotypesStrip