Lipiński / Szczygieł
Czy można dziś drukować świetny reportaż napisany przez zdrajczynię Polski?

Była Polka

Esej

fot. NAC

Byłoby doprawdy wspaniale, gdyby najwięksi zbrodniarze już w dzieciństwie wyrywali muchom skrzydełka. Świat byłby prostszy. Niestety raczej zimą dokarmiali ptaki i marzyli o lepszej przyszłości.

„Nic, czarująca dziewczynko. Mamy mocno spętane ręce. Musimy cię odesłać stąd bez żadnej pomocy. W imię nieurodzonego dziecka spychamy cię w dół, bez żadnej pomocy. W imię niewiadomego życia skazujemy na zagładę twoich siedemnaście lat, twoją niezwykłą urodę egzotycznego motyla” – czytamy o dziewczynie, która w 1933 roku poszła do Poradni Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa przy ulicy Leszno w Warszawie, gdzie uświadamiano kobiety w kwestiach zapobiegania ciąży i planowania rodziny.

Dziewczyna była w niechcianej, przypadkowej ciąży i nie miała szans na aborcję. „Piekło kobiet” – pisał o tym Tadeusz Boy-Żeleński. Zresztą z jego inicjatywy powstała ta poradnia.

Stare reportaże są świetnym źródłem wiedzy o życiu. Stąd pomysł wspólnego projektu Fundacji Instytut Reportażu i gazeta.pl pt. „Ile jest wróbli w Warszawie”, w którym współcześni autorzy i autorki zainspirowani pięcioma starymi reportażami - sprzed 100, 60 czy 30 lat - napisali reportaże współczesne. Połączone w tematyczne pary miały pokazać upływ czasu i zmiany cywilizacyjne. Jedną z par były teksty o dostępności aborcji w międzywojniu i dziś.

Cytowany na początku tekst sprzed 91 lat zestawiliśmy ze współczesnym materiałem Oktawii Kromer o Aborcyjnym Dream Teamie w Warszawie. Miały się ukazać w tandemie, ale tak się nie stało. Szefostwo redakcji gazeta.pl zaprotestowało.

Problemem tego przedwojennego reportażu była jego autorka – Wanda Wasilewska.

Mówiono o niej: „Była Polka”. 

Polka, która uważała, że jeden z najszczęśliwszych dni w jej życiu to 17 września 1939 roku, gdy Związek Radziecki napadł na wschodnią Polskę. Twierdziła, że zbrodni w Katyniu dopuścili się Niemcy. Na początku sierpnia 1944 roku przekonywała, że w Warszawie nie wybuchło żadne powstanie.  W powszechnej opinii stała się rzeczniczką utworzenia z Polski siedemnastej republiki radzieckiej, zrzekła się polskiego obywatelstwa, została komisarzem politycznym Armii Czerwonej w stopniu pułkownika i weszła do Rady Najwyższej ZSRR. Nie uważała się za emigrantkę ani uciekinierkę, tylko za kogoś, kto „przybył do ojczyzny proletariatu”. Dla większości Polaków Wanda Wasilewska stała się więc symbolem zdrady narodowej.

Byłoby doprawdy wspaniale, gdyby najwięksi zbrodniarze już w dzieciństwie wyrywali muchom skrzydełka. Świat byłby prostszy. Niestety raczej zimą dokarmiali ptaki i marzyli o lepszej przyszłości. Z czasem jednak tak mocno wierzyli we własną, jedyną receptę na poprawę ludzkich losów, że stawali się fanatykami i przechodzili na ciemną stronę mocy. Tak narodzili się Bolesław Bierut i Władysław Gomułka. I taka była historia Wandy Wasilewskiej, jednej z najgorszych postaci polskiej historii XX wieku. 

To, co dobre, znajdziemy w jej młodości, w epoce przedwojennej Polski. Czasach sprzed niemal stu lat. Wówczas Wanda była jeszcze socjalistką – choć coraz bardziej skrajną – a nie komunistką. Początkowo reporterką oraz pisarką, a nie działaczką polityczną.

W 1927 roku skończyła polonistykę na UJ, pisała bajki i książki dla dzieci. Do zajmowania się reportażem nakłonił ją przed wojną mąż, „który – jak napisała w hagiografii Wasilewskiej Eleonora Syzdek – uznawszy talent literacki żony, uważał, że powinna go wykorzystać w prowadzonej przez klasę robotniczą walce”.

I rzeczywiście w II Rzeczpospolitej używała reportażu jako środka do pokazywania sytuacji robotników i najbiedniejszych grup społecznych. Najpierw w krakowskim piśmie „Naprzód” (początkowo dwutygodnik, a potem pierwszy na ziemiach polskich socjalistyczny dziennik), a potem w „Robotniku”. 

Debiutancki reportaż Wasilewskiej Pod więzienną bramą (1932) opowiadał o robotnikach odsiadujących kary za udział w strajkach i manifestacjach: „Taki świat. Tak. Taki świat, który zna jedno lekarstwo na to, żeby ludzie nie mordowali z głodu – więzienie, który na nędzę dziecka i rozpacz kobiety ma jedną odpowiedź – więzienie”.

Drugi reportaż W sieci (1933) opowiadał o warunkach, w jakich pracują włókniarki: „Poruszają się jak automaty – zabito w nich uczucia, został tylko lęk, żeby nie stracić pracy, żeby móc biegać tu na popuchniętych, obolałych stopach, wiązać, wiązać zerwane nici. Zabito w nich myśl – prędzej, prędzej, bo my przecież na akord”.

Miała fantastyczne, reporterskie ucho. Doskonale oddawała język postaci. Choćby murarzy. Pewnie trochę dzięki temu, że jej drugi mąż, Marian Bogatko, pracował na budowie.

„W baraku włożyć ferszalunek. Schlastane wapnem, białe spodnie, wystrzępiony daszek czapki. Stare buciska. I na robotę. Już postawiony parkan, już chłopi wzięli wykop. Już wybetonowane fundamenty. Teraz odsadzać…
Po jednej szychcie. Anatol na narożniku, wyżej. Od narożnika do narożnika sznur. Do wagi kładzie się szychta za szychtą. Kajfoc pełny po brzegi białą śmietaną wapna. Zanurza się fandla – na równy rząd cegieł wąskim strumieniem leje się wapno”.

To cytat z jej debiutanckiej powieści Oblicze dnia, w którą włożyła fragmenty napisane wcześniej podczas pracy reporterskiej. Marzyła o kolejnych tematach: tekstach o biedaszybach, strajku w kopalni Klimontów, podróży po Związku Radzieckim. Ale zabrakło jej pieniędzy. Reporterskie wyjazdy finansowała z własnej kieszeni. Może dlatego zajęła się prozą obyczajową – powieści są tańsze w pisaniu niż reportaże.

Czy jej książki wytrzymały próbę czasu? A czy ktoś dziś jeszcze czyta niezwykle przed wojną cenionych Melchiora Wańkowicza albo Ksawerego Pruszyńskiego?

Była pisarką bardziej popularną niż dzisiaj sądzimy. Debiutanckie Oblicze dnia zajęło całą witrynę księgarni w Zakopanem – o czymś takim współczesny autor może tylko pomarzyć.

Czesław Miłosz uważał, że talent Wandy Wasilewskiej to poziom autorek tandetnych romansów dla kobiet. Inni cenili ją wyżej. W głosowaniu czytelników „Wiadomości Literackich” na powieść roku 1937 jej książka Ziemia w jarzmie zajęła drugie miejsce – za „Marysieńką Sobieską” Tadeusza „Boya”-Żeleńskiego

Paradoksalnie to propaganda PRL-u ostatecznie Wasilewskiej zaszkodziła. Im mocniej gazety udowadniały, że była wielką pisarką, tym bardziej Polacy ją lekceważyli. Poza tym jej powojenna twórczość to już socrealistyczne gnioty. Wasilewska była świetną autorką, gdy przed wojną walczyła o przemianę świata. Gdy potem opisywała ten wyśniony, „wspaniały” świat Kuby pod rządami Fidela Castro czy Tybetu „wyzwolonego” przez Chiny, stała się karykaturą rewolucjonistki.

Sporo dobrego znajdziemy też w jej przedwojennej socjalistycznej, politycznej pracy. Odkryjemy jasne odcienie w realizowaniu programu feministycznego – choćby w działalności Poradni Świadomego Macierzyństwa. Mimo że sama od feminizmu wyraźnie się odcinała, bo uważała go za ideę burżuazyjną.

Z kobiecości zrobiono jednak oręż przeciwko Wasilewskiej, bowiem polityka była sprawą niemal wyłącznie męską. Wasilewska była więc tylko córką albo kochanką. Córką Leona Wasilewskiego, słynnego polityka, rzekomą kochanką Józefa Stalina.

„Jeden dzień w poradni” Wandy Wasilewskiej nie ukazał się jednak w gazeta.pl. Zastąpiliśmy go podobnym tekstem Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Po wewnątrzredakcyjnych dyskusjach szef redakcji Rafał Madajczak podjął decyzję o odmowie publikacji.

- Jestem za pełną dostępnością tekstów historycznych dla wszystkich zainteresowanych - mówi. – Myślę, że dorośli ludzie i dorosłe społeczeństwa nie powinny chować się pod kołderkę dobrego samopoczucia i udawać, że świat nie jest skomplikowany. Uważam jednak, że miejsce dla reporterskiej działalności Wandy Wasilewskiej jest w antologiach reportażu, a nie na stronie głównej Gazeta.pl

Dlaczego więc dyskusja i książka tak, ale reportaż nie? 

- Nie zwykliśmy publikować w Gazeta.pl tekstów antysemitów czy zatwardziałych nacjonalistów, którzy w bardziej niewinnym okresie życia byli świetnymi na przykład publicystami. To samo dotyczy drugiego bieguna, na którym znajduje się stalinowski komunizm. Jestem tu za równym traktowaniem, stąd odmowa publikacji. 

Poza tym łatwo byłoby o zarzut, że „Gazeta” „relatywizuje zbrodnie komunizmu”, tropiąc jednocześnie nacjonalizm w każdej jego postaci.

Rozumiemy redaktora. 

Szukając jasnych odcieni w mrocznym obrazie Wandy Wasilewskiej, łatwo narazić się na zarzut wybielania postaci, która w polskiej historii zapisała się jako zdrajczyni. Dla pewności więc puentujemy: Wanda Wasilewska złym człowiekiem była.

 

 

Piotr Lipiński jest autorem biografii Wasilewska. Czarno-biała, wydanej przez Wydawnictwo Czarne.

Może Cię zainteresować

wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 

Grantor

kpo getLogotypesStrip