Olga Gitkiewicz

Ballada o samorządzie, który chciał być w mediach i mieć media

Komentarz

fot. Shutterstock

Kiedy w grudniu 2020 roku Orlen kupił dwadzieścia (z dwudziestu czterech istniejących wówczas na rynku) dzienników regionalnych, sto dwadzieścia tygodników lokalnych i pół tysiąca serwisów internetowych, mówiono o zmasowanym zamachu na wolność mediów i o agresywnej próbie przejęcia narracji przez polityków. Według niektórych dzięki temu ruchowi partia wtedy rządząca zyskała około siedemnastu milionów czytelników, bo tak oszacowano zasięg przejętych tytułów. Jarosław Kaczyński rękami Daniela Obajtka miał rujnować demokrację i poziom dziennikarstwa w Polsce.

Minęło pięć lat, małe pęknięcia i drobne ruiny widać codziennie, w każdym województwie, w większości gmin i powiatów.

W miastach liczących ponad 200 tysięcy osób żyje około dwudziestu procent mieszkańców Polski, co oznacza, że zdecydowana większość Polek i Polaków mieszka w mniejszych miejscowościach: średnich i małych miastach i na wsi. To tam lokalne media są często jedynym źródłem informacji o decyzjach władz, inwestycjach, problemach społecznych, kwestiach wymagających interwencji. I to tam szczególnie wyraźnie widać, jak wielkie znaczenie ma to, kto jest wydawcą informacji.

Prasa oczywiście często była wykorzystywana jako narzędzie wpływu. W II RP izby handlowe czy magnaci fabryczni mieli swoje tytuły, dodatkowo niektóre gazety dość chętnie publikowały sprzyjające fabrykantom materiały, za przykład może tu posłużyć łódzki tygodnik „Prawda”. W 1947 roku decyzją KC PPR powołano Robotniczą Spółdzielnię Wydawniczą, która skupiała wiele istniejących tytułów prasowych, a w 1948, po połączeniu PPR i i PPS, kiedy udział większościowy w spółdzielni zyskała PZPR, to portfolio jeszcze się powiększyło. Niemal każde miasto, w którym działał duży zakład pracy, miało organ prasowy PZPR - w Żyrardowie było to „Życie Żyrardowa”, w Jeleniej Górze „Wspólny Cel” wydawany przez Celwiskozę. Linia redakcyjna była podporządkowana aktualnej linii partii, choć gazety informowały też o ważnych dla mieszkańców wydarzeniach.
Niezależność mediów lokalnych to zjawisko stosunkowo nowe – ma w Polsce mniej więcej trzy i pół dekady. To w roku 1989, niekiedy od zera, a niekiedy na bazie istniejących wcześniej tytułów,  zaczęły powstawać prywatne lokalne tygodniki, które informowały o życiu konkretnych miast i zaczynały grać według zasad rynkowych: zamieszczały płatne reklamy i utrzymywały się ze sprzedaży egzemplarzy. Historyczne zestawienie powstawania niezależnych tytułów lokalnych w Polsce w latach 1989-2015 można znaleźć na stronie Stowarzyszenia Gazet Lokalnych.

Krajobraz pustynny

Trzydzieści pięć lat później polskie media lokalne, zwłaszcza prasa, także online, funkcjonują w trudnych warunkach ekonomicznych i społecznych. Mierzą się z presją finansową, bo czytelnictwo od lat spada, z konkurencją ze strony platform cyfrowych, które coraz śmielej rozpychają się w dziedzinie mediów informacyjnych, ale również konkurencją, która od kilku lat zmienia krajobraz mediów lokalnych może bardziej niż zakup Polska Press przez Orlen. To tak zwana prasa samorządowa, rodzaj gazet i portali wydawanych przez jednostki samorządu terytorialnego: gminy, miasta, powiaty lub województwa. Są tworzone przez samorząd lub na jego zlecenie i finansowane ze środków publicznych, a wydawcą może być nie tylko urząd, ale też jednostki mu podległe: biblioteki, domy kultury, spółki komunalne Bardzo często noszą tytuły sugerujące, że to po prostu jeszcze jeden, klasyczny tygodnik lokalny, nie zawierają czytelnych informacji o tym, że są de facto biuletynem informacyjnym, layoutem również upodobniają się do klasycznej prasy. Jest ich w Polsce kilkakrotnie więcej niż klasycznie wydawanych gazet i portali lokalnych. W badaniach sprzed dekady profesor Jolanta Kępa-Mętrak wyliczyła, że istnieje ponad tysiąc trzysta tytułów gazet samorządowych, zaznaczyła jednocześnie, że mogą to być niepełne szacunki i że liczba ta z roku na rok rośnie.

Są powiaty, w których działa jedynie prasa samorządowa, i to ona jest jedynym źródłem informacji dla mieszkańców.

Można powiedzieć, że to świetnie. Samorząd wypełnia lukę informacyjną, bierze na siebie zadania, które nie są realizowane. Warto jednak odwrócić tę logikę i zapytać, czy samorządowa prasa przypadkiem częściowo nie przyczyniła się do upadku lokalnych gazet niezależnych, czy nie wypchnęła ich z rynku. I czy informacje z urzędu to „czyste” informacje.

To są pytania retoryczne. Analitycy i przedstawiciele mediów, organizacje pozarządowe od lat mówią o tym, że prasa samorządowa zmienia krajobraz medialny – nie tylko polski. Jest często bezpłatna, dysponuje nieograniczoną siecią dystrybucji (niekiedy jest nawet roznoszona do domów i skrzynek pocztowych mieszkańców) i jest finansowana ze środków publicznych, nie musi się więc, w przeciwieństwie do tradycyjnych mediów, martwić o zapewnienie środków na utrzymanie redakcji, opłacenie tekstów i innych materiałów. Staje się nierówną konkurencją. Niekiedy działa na  pustyni informacyjnej, w miejscach, w których nie istnieją żadne niezależne media. Prowadzi to do sytuacji, w której mieszkańcy i mieszkanki mają do dyspozycji nie informacje, ale pocztówki informacyjne - miły, wygładzony obraz lokalnej rzeczywistości.

Media lokalne pełnią kilka kluczowych funkcji: informacyjną – przekazują wiedzę o tym, co dzieje się w najbliższym otoczeniu mieszkańców; kontrolną – patrzą władzy na ręce, ujawniają nieprawidłowości, zadają niewygodne pytania; ogłoszeniową – informują o lokalnych usługach, ofertach pracy, wydarzeniach; integracyjną – wzmacniają wspólnotę lokalną; a także funkcję mobilizacyjną i interwencyjną – nagłaśniają problemy i skargi mieszkańców. Te funkcje występują oczywiście w różnych konfiguracjach i proporcjach, kontrolna i interwencyjna wydają się jednak bardzo ważne. Czy prasa samorządowa jest w stanie je realizować? Nawet jeśli tak, nie jest w stanie ich rzetelnie podjąć. Przecież władza sama sobie nie będzie patrzeć na ręce, sama siebie nie będzie kontrolować. Nawet ta najbardziej podstawowa funkcja, informacyjna, przez media samorządowe jest realizowana na bardzo podstawowym poziomie. Informacja przecież nie bierze się znikąd. Trzeba ją zdobyć, zweryfikować, skonfrontować z różnymi źródłami, przefiltrować i opisać zgodnie ze standardami pracy dziennikarskiej. To właśnie odróżnia dziennikarstwo od komunikacji promocyjnej. Prasa samorządowa poprzestaje na informacjach, które sama selekcjonuje i których sama sobie dostarcza.

Najważniejszego pytania jeszcze nie zadałam. Czy samorząd w ogóle formalnie może być wydawcą prasy? Konstytucja RP, artykuły 14 i 54 oraz Prawo prasowe jasno mówią wprawdzie o wolności prasy, prawie do rzetelnej informacji oraz kontroli społecznej. Problem polega na tym, że samorządy, wydając własne media, wykorzystują luki prawne. Powołują się na artykuł 10 ustawy o gospodarce komunalnej, w którym mowa o prowadzeniu działalności promocyjnej i wydawniczej oraz na artykuł 7 ustawy o samorządzie gminnym i zapisach o promocji gminy oraz wspieraniu idei samorządowej. Działalność promocyjna gminy nie ma jednak nic wspólnego z dziennikarstwem.

Studium dziwnego przypadku

W wielu miejscowościach gazety władzy wyglądają bardzo podobnie. Są dystrybuowane bezpłatnie, w urzędach, bibliotekach, szkołach, miejskich punktach turystycznych. Mają działy stylizowane na klasyczne działy prasowe, takie jak „ważne”, „wywiad”, „na sygnale”, „historia”. Kiedy się przeanalizuje tytuły materiałów, rzucają się w oczy takie określenia jak „modernizacja”, „inwestycje”, „dofinansowanie”, „nowa droga”, „spada bezrobocie”. Wywiady, przeprowadzane najczęściej z burmistrzem, starostą, komendantem policji, są często niepodpisane, nie zawierają krytycznych pytań, nie spełniają standardów dziennikarskich. Autorami bywają urzędnicy lub pracownicy instytucji kultury. Czy znajdują się tam użyteczne informacje? Oczywiście, odnotowuje się zmiany rozkładów jazdy, zamknięcia ulic, zbiórki charytatywne. Ale to informacja towarzysząca, która służy opakowywaniu funkcji promocyjnej.

Niekiedy bardzo trudno się zorientować, że jakiś periodyk jest wydawnictwem de facto samorządowym. Przeanalizowałam kilkadziesiąt tytułów wydawanych w małych i średnich gminach i w kilku przypadkach jedynie drobiazgowa analiza pozwoliła mi zauważyć, że pozornie niezależny tygodnik, wydawany przez spółkę cywilną, z wpisanym do rejestru redaktorem naczelnym, ma powiązania ze starostwem czy gminą – że piszą do niego przedziwnym trafem osoby związane z urzędem, na przykład żony i mężowie radnych. Oczywiście nikt nie zabrania rodzinie radnych realizować się w mediach, pytanie, czy pisane przez takie osoby teksty będą rzetelne, pogłębione, krytyczne.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Rzecznik Praw Obywatelskich od lat podkreślają, że praktyka prowadzenia mediów przez samorządy zagraża wolności słowa i prawu do informacji. Zanikanie mediów lokalnych prowadzi do spadku zaangażowania obywatelskiego, niższej frekwencji wyborczej, wzrostu polaryzacji i poparcia dla ugrupowań radykalnych.

Jak to działa, czyli kto i w jaki sposób patrzy władzy na ręce

Pod koniec sierpnia 2018 roku wydawany przez Wydawnictwo Zamojskie „Tygodnik Zamojski” opublikował tekst pod tytułem „Centralne Biuro Antykorupcyjne w PGK”. W leadzie można było przeczytać, że CBA sprawdza, czy w Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej w Zamościu został ustawiony przetarg na budowę farmy fotowoltaicznej. Autorka tekstu, Jadwiga Hereta, analizowała, dlaczego zamojskie PGK wybrało w przetargu ofertę zamojskiej firmy, o blisko dwa miliony złotych droższą od konkurencyjnej oferty z Gdańska i jak doszło do tego, że spółka zleciła wykonanie dokumentacji inwestycji osobie spokrewnionej z właścicielem firmy, która potem ten przetarg wygrała. Po tym pierwszym pojawiły się kolejne teksty.

We wrześniu 2019 roku PGK złożyło pozew o naruszenie dóbr osobistych przeciwko wydawnictwu, redaktorowi naczelnemu i autorce. Na początku listopada Sąd Okręgowy w Zamościu wydał postanowienie zabezpieczające, zakazując tygodnikowi publikacji na temat działalności PGK przez jedenaście miesięcy, uznając, że mogło dojść do naruszenia dobrego imienia spółki. Nakazał też usunięcie na dziesięciu artykułów ze strony internetowej gazety i wydał zakaz używania w tekstach określonych sformułowań. Miesiąc później czterdzieści tytułów lokalnych z różnych rejonów Polski opublikowało na swoich portalach zdjęty tekst w geście solidarności i sprzeciwu, pod hasłem „cenzura nie przejdzie”.

fot. Longfin Media / Shutterstock

W grudniu w postępowaniu odwoławczym postanowienie zostało cofnięte, tymczasem zamojskim PGK zainteresowały się prokuratura i CBA, prezes spółki został odwołany.

W maju 2021 roku Sąd Okręgowy w Zamościu uznał, że publikacje „Tygodnika Zamojskiego” naruszają dobra osobiste spółki. Na autorkę i wydawcę nałożono karę finansową i zobowiązano ich do przeprosin.

Latem 2022 roku były już prezes zamojskiego PGK został aresztowany na lotnisku, gdy wracał z urlopu na Krecie. Wszczęto postępowanie w sprawie nadużycia uprawnień, ustawiania przetargu i narażenia spółki na straty.

To się zdarza w świecie dziennikarskim: można tropić i opisywać rzeczywiste nadużycia i jednocześnie ponosić tego konsekwencje w sprawach wytaczanych z powództwa cywilnego. Dziennikarze mediów lokalnych często są narażeni na SLAPP-y, czyli strategiczne pozwy przeciwko partycypacji publicznej, z angielskiego Strategic Lawsuit Against Public Participation. 

Celem SLAPP-ów nie jest tak naprawdę wygranie sprawy, a raczej zastraszenie dziennikarzy i zniechęcenie do publikowania krytycznych materiałów.

Najczęściej przybierają formę pozwów o zniesławienie lub naruszenie dóbr osobistych. Przeciwko mediom lokalnym składają je lokalni politycy i samorządowcy, spółki komunalne, przedsiębiorcy powiązani z władzą. Oczywiście duże, ogólnopolskie media również mierzą się ze SLAPP-ami, jednak to media lokalne, z ograniczonymi budżetami i słabszym zapleczem prawnym, są szczególnie wrażliwe na tego typu pozwy.

Sprawa „Tygodnika Zamojskiego” ma jednak dodatkowy wymiar.
Czy takie dziennikarskie śledztwo byłoby możliwe, gdyby w Zamościu i okolicach działały tylko media samorządowe? Czy funkcja kontrolna mediów zostałaby zachowana? Jestem przekonana, że nie – samorządowa gazeta nie opisywałaby nieprawidłowości w podległej gminie spółce.

Degradacja krajobrazu

Gazety samorządowe zmieniają lokalny krajobraz medialny również na głębszym poziomie. Zmieniają rozumienie roli mediów i dziennikarzy. Dziennikarze od lat zmagają się z ograniczonym dostępem do informacji publicznej, sama doświadczyłam tego wielokrotnie. Mam w skrzynce kilkadziesiąt, jeśli nie więcej, konkretnych pytań wysłanych do instytucji publicznych, które na zawsze pozostały bez odpowiedzi – albo otrzymywałam odpowiedzi zdawkowe, udzielone na odczepnego. Wójt, burmistrz czy starosta, który ma do dyspozycji własne medium, może nie udzielać lokalnym niezależnym dziennikarzom informacji, może odmawiać wywiadów, może nie zapraszać na konferencje prasowe. Bezpłatna gazeta samorządowa, dystrybuowana niekiedy pod same drzwi, przyzwyczaja do darmowych treści i zniechęca do płacenia za korzystanie z tradycyjnych, niezależnych mediów. Lektura gazet i portali samorządowych nie wzmacnia umiejętności myślenia krytycznego, przeciwnie, osłabia je, ponieważ bazuje na jednostronnym przekazie, pozbawionym mechanizmów kontroli władzy i pluralizmu opinii. Gazety samorządowe często łączą informację z promocją działań władz, używają języka korzyści, selektywnie dobierają opisywane fakty, pomijają krytyczne głosy mieszkańców lub opozycji, nie zadają pytań.

Oczywiście można zadawać pytanie o to, czy media w ogóle mogą być niezależne – przecież zawsze jest jakiś podmiot właścicielski. Pewnie. Ale gazety mniej lub bardziej niezależne realizują wiele funkcji mediów, w tym funkcję kontrolną. A gazety samorządowe realizują funkcje promocyjne oraz – w mniejszym stopniu – informacyjne. Samorządy mają swoje strony internetowe, mają biuletyny publiczne. To jednak im nie wystarcza, by kształtować narrację na swój temat. Dlatego tak polubiły własne media.

O tym, że to sytuacja niezdrowa, od lat piszą analitycy, organizacje społeczeństwa obywatelskiego i choćby Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, zrzeszające niezależnych wydawców. SGL zaproponował też fundusz dofinansowania mediów lokalnych, które zmagają się z presją finansową.

W 2024 roku rozpoczęły się konsultacje ustawy wdrażającej w Polsce Europejski Akt o Wolności Mediów (EMFA). Lokalni wydawcy zaproponowali wpisanie do ustawy ograniczeń dla samorządów, zakazu wydawania prasy przez gminy, powiaty, województwa oraz spółki z udziałem jednostek samorządu terytorialnego. Resort kultury zapowiadał, że ingerencja samorządów w lokalne media zostanie ograniczona, bo państwu zależy na silnych, niezależnych redakcjach. Zaznaczył jednak, że JST będą mogły – maksymalnie sześć razy w roku - wydawać biuletyny informacyjne, pozbawione reklam i zawierające wyłącznie lokalne informacje.

Tymczasem w grudniu 2025 roku opublikowano projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji oraz innych ustaw, z którego zniknęły zapisy ograniczające wydawanie prasy przez samorządy. Izba Wydawców Prasy, Stowarzyszenie Gazet Lokalnych i Stowarzyszenie Mediów Lokalnych protestują.

Usunięcie tego zakazu to nie tylko ugięcie się ministerstwa przed presją lokalnych polityków, zrzeszonych między innymi w Związku Miast Polskich. To zgoda na utrwalenie sytuacji, w której władza lokalna informuje o samej sobie, informacja miesza się z promocją, a kontrola społeczna słabnie. A samorząd zawsze wychodzi znakomicie na zdjęciach.

____________________________________

Konsultacje ustawy trwają, uwagi do projektu można zgłaszać do 23 stycznia 2026 roku.

Nie optymalizujemy tekstów pod kątem SEO, nie walczymy o clickbaity i zasięgi. Chcemy być miejscem, w którym można czytać wartościowe reportaże, analizy, wywiady i felietony. Nie zarabiamy na tworzeniu tego serwisu, ale chcemy godnie płacić autorom i autorkom. Dlatego jeśli doceniasz naszą pracę, prosimy, rozważ drobne wsparcie naszych wysiłków. Dołączając do naszej społeczności w serwisie Patronite, pomagasz nam tworzyć jakościowe teksty.

Wspieram IR2

Może Cię zainteresować

wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 
wspieraj nas na Patronite
 

Grantor

kpo getLogotypesStrip