Działania terrorystyczne prowadzą do poważnej destabilizacji lub zniszczenia podstawowych struktur politycznych, konstytucyjnych, gospodarczych lub społecznych danego państwa lub danej organizacji międzynarodowej.
Z takim rozumieniem terroryzmu spotykamy się w dokumentach Unii Europejskiej, w podobnym tonie są skonstruowane definicje, którymi posługuje się ONZ i wiele państw, w tym sam Izrael. Przyjęta w 2016 roku przez Kneset Ustawa o Zwalczaniu Terroryzmu definiuje to pojęcie następująco:
„Czyn z użyciem przemocy lub groźby przemocy, popełniony z motywacji ideologicznej, religijnej, narodowej lub politycznej, którego celem jest zastraszenie ludności, zmuszenie rządu lub organizacji międzynarodowej do podjęcia lub zaniechania działania”.
Wiele działań izraelskiej armii i wywiadu spełnia wszystkie kryteria tej definicji. Atakiem terrorystycznym była przecież operacja detonacji setek ładunków wybuchowych ukrytych w krótkofalówkach i pagerach należących do bojowników Hezbollahu w Libanie przeprowadzona w 2024 roku. Detonacji dokonano bez jakiejkolwiek kontroli nad tym, kto znajduje się w pobliżu tych ładunków. Oprócz około czterdziestu członków Hezbollahu w tym ataku zginęło dwanaścioro cywilów, w tym dwoje dzieci oraz kilku pracowników służby zdrowia. Liczbę rannych cywilów szacuje się na 2 750-4 000 osób. Wśród nich setki odniosły poważne obrażenia, takie jak utrata wzroku czy uszkodzenia głowy i tułowia oraz urazy kończyn, które wymagały amputacji. W 2018 roku podczas tak zwanego Marszu Wielkiego Powrotu snajperzy IDF strzelali do uczestników protestów przy ogrodzeniu Gazy – zginęło tam ponad dwieście osób, w tym medycy, dziennikarze i dzieci. Choć Izrael twierdził, że snajperzy „bronili granicy”, celowe strzelanie do osób nieuzbrojonych spełnia kryteria przemocy politycznej wobec cywilów. Kryteria te spełniała też prowadzona od 2008 roku operacja Płynny Ołów polegająca na regularnym ostrzale Strefy Gazy, w wyniku którego zginęły setki palestyńskich cywilów. Działaniami terrorystycznymi można nazwać także wykorzystywanie Palestyńczyków jako żywych tarcz w najnowszej odsłonie konfliktu po 7 października 2023 roku. W pierwszych miesiącach tej fazy wojny organizacje międzynarodowe wskazywały, że Izrael stosuje terrorystyczne metody zastraszania na masową skalę. Teraz mówią już właściwie o czystkach etnicznych, celowo wywołanej klęsce głodu i po prostu ludobójstwie.
Władze Izraela rzadko przepraszają za działania swoich żołnierzy i dowódców - robią to właściwie tylko w przypadkach zbrodni, które zyskują międzynarodowy rozgłos, takich jak ostrzelanie karetek pogotowia i zabicie jadących nimi ratowników medycznych, ostrzelanie i zabicie pracowników World Central Kitchen czy lipcowe zbombardowanie kościoła w Gazie. Winna zwykle jest wadliwa amunicja, zagubiona rakieta, błąd aparatury albo uogólniony wojenny chaos, który siłą rzeczy musi prowadzić do błędów. Wyrażeniu żalu nie towarzyszy jednak zmiana, zarzuty względem tych, którzy popełnili błędy, nie zostają wniesione, wewnętrzne śledztwa, o ile w ogóle są podejmowane, szybko się umarza.
Cenę doktryny „aktywnej obrony”, jak i sięgania przez izraelską armię po metody terrorystyczne ponoszą cywile. Od października 2023 roku tylko w Strefie Gazy izraelscy żołnierze zabili kilkukrotnie więcej dzieci niż Hamas zabił Izraelczyków we wszystkich zamachach terrorystycznych od powstania tej organizacji w 1994 roku. Ostrożne szacunki organizacji międzynarodowych mówią o około 60-90 tysiącach ofiar operacji prowadzonej przez Izrael w Strefie Gazy. Ostatni raport The Guardian oparty o wewnętrzne raporty izraelskiej armii mówi, że 83 procent ofiar konfliktu stanowią niezaangażowani bezpośrednio w żadne działania zbrojne cywile. Cały ten teren jest jednak niedostępny dla niezależnych obserwatorów, jedynym źródłem danych jest Ministerstwo Zdrowia Strefy Gazy. Żadne zewnętrzne źródła i organizacje nie podważyły jednak tych szacunków - największe media i organizacje międzynarodowe uznają je za wiarygodne. Ostatnie analizy przeprowadzone przez profesora Michaela Spagata z Royal Holloway, University of London oraz naukowców z London School of Hygiene and Tropical Medicine i Yale University sugerują wręcz, że dane podawane przez stronę palestyńską są zaniżone. Tymczasem klęska głodu w Gazie przybrała już piąty, najwyższy stopień. A to oznacza, że wyniszczenie brakiem żywności ludzie zaczną tam zaraz masowo umierać.
IDF udało się też wymazać z mapy kilkanaście miast, obozów dla uchodźców oraz niezliczoną ilość mniejszych miejscowości. W oficjalnej, izraelskiej narracji jest to naturalna konsekwencja walki z Hamasem. Ale i takie działania mają swoje miejsce i nazwę w historii izraelskiej wojskowości. Niszczenie całych miast bądź ich dużych fragmentów to Doktryna Dahijji zastosowana po raz pierwszy przez IDF podczas inwazji na Liban w 2006 roku. To wtedy izraelskie lotnictwo zrównało z ziemią całą dzielnicę Bejrutu - Dahijję, uzasadniając bombardowania tym, że teren stanowił zaplecze dla bojowników Hezbollahu. Dwa lata później izraelski generał Gadi Eisenkot, ówczesny dowódca Północnego Dowództwa IDF, a późniejszy szef sztabu, w wywiadzie dla gazety „Jedi’ot Acharonot” powiedział:
„To, co wydarzyło się w dzielnicy Dahijja w Bejrucie w 2006 roku, wydarzy się w każdej wiosce, z której padną strzały w kierunku Izraela. Użyjemy nieproporcjonalnej siły i spowodujemy ogromne zniszczenia i szkody. Z naszej perspektywy są to bazy wojskowe. To nie jest rekomendacja, to plan. Dzielnice jak Dahijja zostaną zrównane z ziemią. Nie rozróżniamy między celami wojskowymi, a ośrodkiem wsparcia. Będą to legalne cele”.
W myśl Doktryny Dahijji cała Strefa Gazy jest więc teraz po prostu bardzo dużym celem. Legalnym celem.