Agnieszka Dauksza jest autorką książki Ludzie nieznaczni. Taktyki przetrwania wydanej właśnie przez wydawnictwa Karakter i Słowo/obraz/terytoria
„Można przeżyć, nie mając szans na to, by żyć własnym życiem” – napisała Judith Butler. Agnieszka Dauksza dodaje: „Liberalna opowieść o tym, że każdy jest tak samo ważny i jest kowalem własnego losu, zdyskredytowała się po wielokroć, ale brakuje wciąż innej pozytywnej czy choćby przekonującej kontrnarracji. A gdyby uznać, że w zasadzie każdy może być nieważny, że można wybrać nieważność jako strategię przetrwania? Przynajmniej byłoby to bliższe doświadczeniu większości”.
Jak przetrwać, będąc nieważnym – temu przygląda się autorka tego eseju. Pisze o „kameralnych aktach niezgody”, „bezsilnych aktach oporu”, manifestowanych przez jednostki lub małe grupy, „występujące z pozycji nieznaczności i używające nieznacznych środków”.
Zadaliśmy jej siedem pytań.
Jaka jest różnica między „przegrywem” a człowiekiem „nieznacznym”?
Pracując nad książką o przetrwaniu i oporze, zdałam sobie sprawę, że brakuje mi określeń dla wykonawców tych działań. Ludzie zbyteczni, zbędni, szarzy, zwykli? Wcale tacy nie są, od dawna miałam trudność z używaniem tych metafor. Chodziło mi o grupy niedominujące, nieuprzywilejowane, osoby nieznaczne, które są aktywne, ale niekoniecznie mają poczucie wpływu na otaczające realia. A jednocześnie takie, które je współtworzą – są sprawcze także wtedy, gdy inni nie dostrzegają czy nie cenią tych działań.
W praktyce mowa więc o większości społecznej. Jednak jak postawić granice między tymi grupami – nieznacznych i znaczących?
Zdałam sobie sprawę, że nieznaczność jest cechą zmienną, przechodnią – zależną od kontekstu, od tego, co inni z nami robią, czego oczekują, jakim próbom nas poddają. Każdy jest lub bywa nieznaczny wobec kogoś lub czegoś, choć oczywiście pozycja i kapitał pozwalają niektórym z większą swobodą odpowiadać na przychodzące przeciwności. Niemniej większość jest w jakiś sposób zależna od innych, uwikłana, świadoma swojej pośledniości czy słabości.
W myśleniu o wyzwaniach współczesności, o tym, jak zmienia się kultura i jak kruszeje model powodzenia, siły i heroiczności, nie sposób było uniknąć konfrontacji z kategorią „przegrywa”. Zwykle bywają tak określane osoby z tak zwanej niższej klasy średniej, zwykle mężczyźni w wieku sugerującym konieczność stabilizacji, a jednocześnie nierokujący, nie spełniający społecznych oczekiwań rozwoju, sukcesu, emancypacji, powodzenia życiowego. Jednocześnie są to osoby, które mają małe pole manewru, nie walczą o siebie – albo nie mają siły, albo pogodziły się ze swoim statusem.